Kapitan reprezentacji Szkocji, będący w ostatnich miesiącach obecnej umowy, stracił miejsce w podstawowym składzie na rzecz sprowadzonego latem za 40 milionów funtów Milosa Kerkeza.
Jednak 31-letni lewy obrońca Robertson rozegrał w tym sezonie już 20 spotkań.
"To trudne pytanie. Zostało mi pięć miesięcy kontraktu i muszę rozważyć, czy zostaję, czy pojawią się inne opcje" – powiedział Robertson, który od 2017 roku, kiedy dołączył do The Reds, zdobył osiem ważnych trofeów.
"Muszę wziąć pod uwagę, czego chcę ja i moja rodzina w najbliższej przyszłości. Przez ostatnie osiem i pół roku dałem klubowi absolutnie wszystko, a klub był wobec mnie bardzo w porządku".
"Otrzymywałem dobre kontrakty, gdy grałem na wysokim poziomie. Moje relacje z osobami na wyższych stanowiskach w klubie od samego początku były znakomite."
Robertson dodał: "Sprowadzili mnie za 8 milionów funtów (z Hull), a potem zrobiłem to, co zrobiłem – często im o tym przypominam!".
"Relacje są dobre i nie chodzi tu o to, co oni muszą mi udowodnić, a co ja im, bo przez te osiem i pół roku okazaliśmy sobie wzajemny szacunek i zobaczymy, co się wydarzy."
Po zdobyciu przez Liverpool drugiego tytułu mistrza Premier League w ciągu pięciu lat, Robertson mógł przejść do Atletico Madryt, ale zdecydował się zostać, wiedząc, że 22-letni Kerkez może zająć jego miejsce.
Robertson podkreślił jednak, że jego chęć gry w pierwszym składzie nie słabnie.
"Myślę, że Jurgen Klopp posadził mnie na ławce w jednym meczu i byłem wściekły, więc jestem zawodnikiem, który chce grać" – powiedział Robertson, który może ponownie znaleźć się na ławce podczas sobotniego meczu z Burnley na stadionie.
"Grałem z kontuzjami, występowałem, gdy byłem sprawny tylko w 50, 40, 30 procentach – zarówno dla klubu, jak i dla kraju".
"W tym sezonie mam inną rolę, która sprawia mi przyjemność, ale ostatecznie piłkarze chcą grać, a jeśli ktoś jest zadowolony siedząc na ławce, to nie powinien być w żadnym klubie piłkarskim".
