Od pierwszych minut w Manchesterze oglądaliśmy świetne zawody. Nie było mowy o przestojach i dłużących się fragmentach spotkania. Już w trzeciej minucie Harry Maguire z bardzo bliskiej odległości uderzył w poprzeczkę strzałem głową, a obrona Obywateli popełniała koszmarne błędy, serwując rywalom kolejne dogodne okazje. Gianluigi Donnarumma raz za razem musiał uwijać się we własnej szesnastce.
W 11. minucie mieliśmy z kolei do czynienia z największą kontrowersją spotkania. Diogo Dalot bardzo niebezpiecznym wejściem nakładką zaatakował kolano Jeremy'ego Doku, ale Anthony Taylor ukarał go tylko żółtą kartką, a VAR nie zamierzał zmieniać jego decyzji.
W kolejnych minutach oglądaliśmy świetne fragmenty Czerwonych Diabłów, które jednak nie mogły zakończyć się golem. Patrik Dorgu strzelał z ostrego kąta, ale Donnarumma był czujny, po chwili fatalnie zachował się Rodri, który podał prosto do Bruno Fernandesa we własnym polu karnym, ale ten źle podał do Bryana Mbeumo i wciąż mieliśmy 0:0.

Do przerwy Manchester United strzelił co prawda dwie bramki, ale obie zostały szybko anulowane ze względu na spalonego. Do podjęcia tych decyzji nie była potrzebna nawet analiza VAR. Okazało się jednak, że kibice gospodarzy doczekali się trafień dla swojego zespołu po przerwie.
Pierwsze minuty drugiej części gry to kolejny koncert Donnarummy, a to oczywiście nie wystawia zbyt dobrej opinii całemu Manchesterowi City. Włoch najpierw w jednej akcji świetnie obronił strzał Amada Diallo, a także dobitkę ze strony Casemiro, a chwilę później zatrzymał też uderzenie Mbeumo.
Wreszcie w 65. minucie skapitulował. Gracze Manchesteru City źle rozegrali rzut wolny w okolicy pola karnego rywali, a ci ruszyli z kontrą. Pociągnął ją Fernandes, a gospodarze wychodzili czterech na dwóch. Portugalczyk doskonale zwiódł defensywę gości i wybrał podanie do Mbeumo, który pewnym strzałem blisko słupka pokonał fenomenalnie dysponowanego dziś bramkarza Manchesteru City.
Oczywiście jednobramkową stratę zawsze można odrobić jednym golem, więc zawodnicy Manchesteru City wciąż mogli spokojnie wierzyć w wywiezienie z Old Trafford lepszego rezultatu, ale już dziesięć minut później ich sytuacja znacznie się skomplikowała. Matheus Cunha dośrodkował z prawego skrzydła w pole karne, a w nim rozkojarzonych obrońców Obywateli zaskoczył Patrik Dorgu, który dał swojemu zespołowi dwubramkowe prowadzenie na kwadrans przed końcem spotkania.
W ostatnich minutach goście z niebieskiej części miasta grali zupełnie chaotycznie i pozwalali rywalom na szalone ataki. Już w doliczonym czasie gry Diallo przeprowadził solowy rajd, który zakończył strzałem w słupek z pola karnego. Chwilę później doszło do podobnej akcji, w której Cunha i Mason Mount mknęli we dwóch na osamotnionego Donnarummę. Brazylijczyk podał do Anglika, a ten umieścił piłkę w siatce, ale ostatecznie VAR anulował gola z powodu spalonego.
Nie zmienia to jednak faktu, że Manchester United zupełnie zdominował to spotkanie i pewnie ograł derbowych rywali, którzy teraz w czterech ostatnich spotkaniach w Premier League zdobyli zaledwie trzy punkty po trzech remisach.
