Padli na deski w pół godziny...
W trudnej sytuacji, w jakiej znalazło się Burnley, nie można było pozwolić sobie na kolejne łatwo tracone bramki. Jednak już w 10. minucie spotkania z Brentford gospodarze popełnili błąd, zostawiając Mikkela Damsgaarda niepilnowanego na dalszym słupku. Jeden z najniższych zawodników na boisku bez problemu skierował precyzyjne dośrodkowanie Dango Ouattary do siatki.
Odpowiedź gospodarzy była w dużej mierze pozytywna – szukali okazji do wyrównania, a Jaidon Anthony już po kilku minutach od straty gola minimalnie chybił nad poprzeczką. Jednak stare nawyki Burnley dały o sobie znać i przewaga Brentford szybko wzrosła.
Druga bramka nie była może tak łatwa jak pierwsza, ale jedno podanie Damsgaarda rozcięło defensywę Burnley i pozwoliło Igorowi Thiago wyjść sam na sam i zdobyć swoją 18. bramkę w tym sezonie ligowym.
Brentford sprawiał wrażenie, jakby mógł strzelać gole w każdej chwili. Kevin Schade był bliski podwyższenia wyniku, zmuszając Martina Dúbravkę do świetnej interwencji, ale chwilę później bramkarz Burnley był już bezradny, gdy po dalekim wrzucie Michaela Kayode w pole karne powstało zamieszanie, które ostatecznie wykorzystał niemiecki napastnik Brentford.
...ale wstali wyrównać rachunki
Nawet bramka na 1:3 - choć samobójcza - tuż przed przerwą nie uchroniła podopiecznych Scotta Parkera przed gwizdami kibiców przy zejściu do szatni. Jednak samobójcze trafienie Kayode po dośrodkowaniu Anthony’ego dało Burnley cień nadziei na odwrócenie losów meczu po przerwie. Nadzieja szybko stała się realna – już dwie minuty po wznowieniu gry Anthony znalazł się w odpowiednim miejscu i pewnym strzałem z bliska zmniejszył stratę do jednej bramki.
Niesamowity powrót Burnley stał się faktem w 60. minucie, gdy trzecią bramkę dla gospodarzy zdobył Zian Flemming. Było to jego siódme trafienie w tym sezonie PL, ale pierwsze na własnym stadionie – głową skierował piłkę do siatki po dośrodkowaniu Hannibala Mejbri.
Podopieczni Keitha Andrewsa byli wyraźnie podłamani i niewiele brakowało, by stracili kolejną bramkę – Lesley Ugochukwu wpadł w pole karne, ale jego strzał został w ostatniej chwili zablokowany i skończyło się tylko na rzucie rożnym. Wydawało się, że to tylko chwilowa ulga dla Brentford, bo 12 minut przed końcem gospodarze cieszyli się z prowadzenia.
Sprytna kombinacja po rzucie wolnym pozwoliła Anthony’emu urwać się lewą stroną, a po jego dośrodkowaniu i niepewnej interwencji obrony Brentford, Flemming dobił piłkę z linii bramkowej. Jednak po analizie VAR okazało się, że Anthony był na spalonym w trakcie akcji i Burnley zostało pozbawione historycznego, pierwszego zwycięstwa w Premier League po odrobieniu trzech bramek straty.
Zamiast tego sytuacja Burnley jeszcze się pogorszyła – w 90+3. minucie Damsgaard, który przez cały mecz był zmorą gospodarzy, zdobył prawdopodobnie zwycięskiego gola, utrzymując Brentford w walce o europejskie puchary.
Jednak szalony mecz miał jeszcze jeden zwrot – rezerwowy i legenda Burnley Ashley Barnes trafił do siatki, myśląc, że ustalił wynik na 4:4. Jednak w akcji doszło do zagrania ręką, co okazało się ogromnym ratunkiem dla Brentford, który wywiózł z Burnley trzy niezwykle cenne punkty w walce o Europę.

