Viktor Gyökeres w końcu się zaadoptował i pokazuje kibicom Arsenalu swoją najlepszą wersję

Viktor Gyökeres podczas meczu z Sunderlandem.
Viktor Gyökeres podczas meczu z Sunderlandem.REUTERS/Tony O Brien

Viktor Gyökeres, który latem dołączył do Arsenalu, potrzebował czasu, by wrócić do wysokiej formy. Na początku 2026 roku Szwed jest już w świetnej dyspozycji i daje wiele radości kibicom Kanonierów.

W sobotnim meczu z Sunderlandem Gyökeres zdobył dwa gole tuż po wejściu na boisko. Viktor Gyökeres znakomicie rozpoczął ten rok. Szwed, niezwykle skuteczny na szpicy ataku Kanonierów, stał się kluczowym żołnierzem Mikela Artety. To on pomaga londyńczykom utrzymywać się na szczycie. Jednak na taki status musiał zapracować przez dłuższy czas.

"Różnicę robi właśnie regularność"

W zeszłym roku cały piłkarski świat mówił tylko o nim. Gyökeres nie schodził z ust kibiców Sportingu. Nic dziwnego – napastnik zakończył sezon z dorobkiem 39 bramek i 8 asyst w lidze. Nic więc dziwnego, że Arsenal zainteresował się nim i latem zapłacił za niego 73 miliony euro.

Tak duża inwestycja miała się szybko zwrócić, a Szwed był głodny sukcesów. Jednak nie wszystko poszło od razu po jego myśli. Potrzebował czasu na aklimatyzację, a do tego nie omijały go kontuzje. Dopiero w grudniu, a nawet w styczniu, kibice mogli zobaczyć błysk dawnej formy napastnika. Teraz właśnie taką wersję Gyökeresa oglądamy w Premier League.

"To właśnie regularność robi największą różnicę" – podkreślił jego trener po ostatnim meczu. "Pokazuje to każdego dnia na treningach, lepiej rozumiejąc kolegów z drużyny, ich relacje i wymagając określonych ruchów oraz podań. Trudno odczytać jego emocje. Nie przejmuje się zbytnio wzlotami i upadkami. Właśnie tego potrzebujemy. Jest bardzo wymagający wobec siebie i stale chce się rozwijać".

6 goli i 2 asysty w 8 meczach

Napastnik coraz lepiej radzi sobie w pojedynkach i potrafi znaleźć odpowiednie miejsce na boisku. Jego skuteczność przekłada się na wyniki drużyny, a on sam coraz lepiej współpracuje z innymi zawodnikami. Jego obecność w polu karnym to ogromny atut. Wystarczy spojrzeć na statystyki – od 14 stycznia zdobył sześć bramek i zaliczył dwie asysty w ośmiu spotkaniach (licząc wszystkie rozgrywki).

Pomimo dużej konkurencji, potrafi się wyróżnić. Przykład? W sobotę rozpoczął mecz na ławce, ale już jedno z pierwszych zagrań pozwoliło Kanonierom otworzyć wynik. To nie pierwszy raz, gdy błyszczy po wejściu z ławki. W starciu z Interem w Lidze Mistrzów zagrał tylko 16 minut, a mimo to wpisał się na listę strzelców.

To jednak wciąż za mało dla napastnika. Po zwycięstwie 3:0 nad Sunderlandem udzielił wywiadu The Athletic. "Nie jestem jeszcze kompletnym piłkarzem i najlepszym we wszystkich aspektach" – przyznał. "Zawsze można grać lepiej i się rozwijać. Jestem zadowolony, ale przed nami jeszcze wiele meczów. Muszę utrzymać tę formę. Trzeba wierzyć w siebie. Można wracać myślami do tego, co się zrobiło, ale trzeba to powtarzać i podchodzić do kolejnych spotkań z takim samym nastawieniem, jak wtedy, gdy zdobywało się bramki, nie rozpraszając się".

Gyökeres, pełen ambicji, musi więc kontynuować swoją dobrą passę w Londynie, by osiągnąć wyznaczone cele. Jest na dobrej drodze, coraz lepiej odnajduje się w drużynie i może rozegrać bardzo udaną drugą część sezonu. Może jeszcze bardziej zachwycić swoich kibiców... a kto wie, może nawet przynieść Arsenalowi upragniony tytuł?

Wil jij jouw toestemming voor het tonen van reclames voor weddenschappen intrekken?
Ja, verander instellingen