Osoby związane z klubem przyznają, że wtorkowa porażka 1:2 na stadionie z Newcastle United jeszcze bardziej zbliżyła Duńczyka do zwolnienia. Presja rośnie na każdym szczeblu klubowych struktur. Spurs mają obecnie tylko pięć punktów przewagi nad strefą spadkową, a do końca sezonu pozostało 12 meczów ligowych – niewielu spodziewało się takiej sytuacji na tym etapie rozgrywek.
Frank po ostatnim niepowodzeniu wypowiedział się stanowczo: "Rozumiem frustrację, a najłatwiej jest wskazać na mnie. Niestety, to część tej pracy. Będę pracował dzień i noc, żeby odwrócić tę sytuację, ale to nie zależy tylko od jednej osoby. Nie ma wątpliwości, że musimy się poprawić, a ja muszę być częścią tej zmiany".
Szkoleniowiec Tottenhamu ujawnił również, że w poniedziałek odbył rozmowy z właścicielami klubu i zapewnił, że nie czuje, by jego pozycja była zagrożona w najbliższym czasie.
Jednak za kulisami ten optymizm nie jest powszechny. Osoby związane z klubem uważają, że porażka z Newcastle może okazać się ostatnią kroplą w sezonie, który stopniowo wymyka się spod kontroli.

Oczekiwano, że Spurs pokażą nową ambicję podczas styczniowego okna transferowego, jednak plany wzmocnienia kadry Franka zawodnikami z najwyższej półki ostatecznie nie zostały zrealizowane.
Choć władze klubu wykazały się cierpliwością, dając Frankowi czas na odwrócenie złej passy, coraz bardziej odczuwalne jest, że kryzys – podkreślony już 15. ligową porażką w tym sezonie – osiągnął punkt krytyczny.
Niektóre źródła twierdzą, że decyzja może zapaść w ciągu najbliższych 24 godzin, bo Spurs muszą zmierzyć się z brutalną rzeczywistością: w 2026 roku nie wygrali jeszcze żadnego meczu Premier League.

