Przy głośnym dopingu własnych kibiców na stadionie Księcia Moulay Abdellaha, Maroko od pierwszych minut ruszyło do ataku przeciwko "Nieposkromionym Lwom". Seria groźnych dośrodkowań w pole karne od razu postawiła Kamerun pod presją, ale kapitan Nouhou Tolo skutecznie dowodził defensywą, utrzymując zespół Davida Pagou przy remisie.
Maroko nie ustawało w atakach i w 26. minucie zostało za to nagrodzone – Diaz wykorzystał zgranie głową Ayouba El Kaabiego i pokonał Devisa Epassy’ego, zdobywając swoją piątą bramkę w tym turnieju.
Napędzane korzystnym wynikiem "Lwy Atlasu" mogły jeszcze przed przerwą podwyższyć prowadzenie – Abde Ezzalzouli i El Kaabi oddali dwa groźne strzały, które minimalnie minęły słupek.
Kamerun, który mógł czuć ulgę, że przegrywa tylko jedną bramką, po przerwie przejął inicjatywę i dłużej utrzymywał się przy piłce, szukając sposobu na odrobienie strat. Jednak to

Maroko było groźniejsze w ofensywie – Ezzalzouli główkował z bliska, ale piłka wylądowała na górnej siatce bramki.
Po drugiej stronie boiska duet ofensywny Bryan Mbeumo i Christian Kofane nie był w stanie odmienić losów meczu, a rezerwowy Georges-Kevin Nkoudou główkował wyraźnie niecelnie z sześciu metrów.
Maroko, skutecznie powstrzymując "Nieposkromione Lwy", zdobyło kluczowego drugiego gola na 16 minut przed końcem. Po dośrodkowaniu Ezzalzouliego w pole karne, Saibari przyjął piłkę, opanował ją i precyzyjnym strzałem lewą nogą umieścił w dalszym rogu bramki.

Ten gol ostatecznie pogrzebał nadzieje Kamerunu na odrobienie strat. Maroko spokojnie kontrolowało końcówkę spotkania i zapewniło sobie awans do półfinału, gdzie zmierzy się z Nigerią lub Algierią, a jednocześnie przedłużyło swoją serię bez porażki do 22 meczów (20Z, 2R).
W pierwszym ćwierćfinale awans do kolejnej rundy po wygranej z Mali zapewniła sobie reprezentacja Senegalu.
