Maroko miało wyjątkową szansę sięgnąć po trofeum po 50 latach, gdy w głębokim doliczonym czasie gry, przy bezbramkowym wyniku, otrzymało rzut karny. Sędzia z Konga Jean-Jacques Ndala podyktował jedenastkę po analizie VAR za faul obrońcy Senegalu El Hadji Malicka Dioufa na Brahima Díaze.
Decyzja sędziego rozwścieczyła piłkarzy Senegalu, kilku z nich z obrzydzeniem zeszło z boiska, a rozgniewani senegalscy kibice rzucali przedmiotami i wdawali się w bójki z ochroną, próbując dostać się na murawę. "Pokazaliśmy światu raczej wstydliwy obraz afrykańskiego futbolu. Przerwanie meczu na ponad dziesięć minut na oczach całego świata nie jest reprezentatywne" - skomentował Regragui, krytykując pośrednio postawę trenera Senegalu, który nakazał zejście z boiska.
Mecz został wstrzymany na prawie dwadzieścia minut, zanim Díaz mógł wykonać rzut karny, a jego słabe uderzenie w stylu Antonína Panenki bramkarz bez trudu obronił. "Miał przed rzutem karnym mnóstwo czasu, co musiało go wybić z rytmu" - powiedział Regragui o skrzydłowym Realu Madryt, który do tej pory prezentował świetną formę na turnieju. "Ale tego, co się stało, już nie zmienimy. Tak zdecydował wykonać jedenastkę. Teraz musimy patrzeć w przyszłość".
Spotkanie rozstrzygnęło się dopiero w dogrywce, a piękny gol Pape Gueye zapewnił Senegalowi zwycięstwo i drugi tytuł w historii. Mocne uderzenie z linii pola karnego w prawy górny róg było zarazem setnym golem Senegalu w historii Pucharu Narodów Afryki.
Maroko bardzo chciało zdobyć tytuł przed własnymi kibicami i po raz drugi w historii zostać mistrzem Afryki. Podobnie jak w 2004 roku, gdy przegrało z Tunezją 1:2, tym razem również nie sprostało rywalowi w finale i nadal czeka na prestiżowe trofeum. Ta porażka była dla półfinalisty mistrzostw świata 2022 pierwszą od przegranej z Republiką Południowej Afryki w 1/8 finału ostatniego AFCONu w 2024 roku.
"Futbol bywa okrutny i dziś przegraliśmy. Wiemy, że w finale jest mało okazji i trzeba je wykorzystać" - powiedział Regragui, który był częścią ostatniego marszu Maroka do finału w 2004 roku. Jako prawy obrońca większość kariery spędził we Francji, a w reprezentacji rozegrał 44 mecze.
Jako trener jeszcze nie doczekał się triumfu, ale wobec swojego zespołu ma duże oczekiwania na przyszłość. "Ten rzut karny w ostatnich sekundach mógł dać nam tytuł, ale nie było nam pisane. Można by o tym rozmawiać godzinami, ale mam nadzieję, że ta drużyna wróci silniejsza" - stwierdził szkoleniowiec. "Teraz już wiemy, co trzeba zrobić, by awansować do finału – nie byliśmy tam przez 22 lata. Straciliśmy życiową szansę".
Na domiar złego Regragui poinformował, że martwi się o napastnika Hamzę Igamane, który pojawił się na boisku dopiero w dogrywce i według najnowszych informacji zerwał przednie więzadło krzyżowe w kolanie.
Za swój występ, mimo porażki, piłkarze Maroka zostali pochwaleni przez króla Mohammeda VI. Teraz muszą przygotować się do mistrzostw świata, które rozpoczną się w czerwcu w Ameryce Północnej, gdzie w grupie zmierzą się z Brazylią, Szkocją i Haiti.
