We wtorkowy wieczór na Olympiastadionie ostatnia ekipa spoza Bundesligi walczyła o przetrwanie w Pucharze Niemiec. A że walczyła z Michałem Karbownikiem i Dawidem Kownackim w składzie, skierowaliśmy wzrok na Berlin.
Sprawdź szczegóły meczu Hertha – Freiburg
Bramkarze bohaterami pierwszej połowy
Zawodnicy Herthy mieli ambicję powtórzyć wyczyn Arminii z zeszłego roku i dotrzeć aż do wielkiego finału, który odbędzie się przecież na ich stadionie. Po kilku minutach wydawało się, że wykonali pierwszy krok i otworzyli wynik w ćwierćfinale, gdy Fabian Reese dobił piłkę do siatki. Okazało się jednak, że wcześniej był spalony i decyzję arbitra skwitowała fala gwizdów.
Freiburg odpowiedział szybkim przejęciem inicjatywy i seriami ataków na bramkę Herthy. W 20. minucie trudno było uwierzyć, że Scherhant nie wykorzystał okazji po tym, jak świetnie wywalczył sobie miejsce do strzału – zatrzymał go Tjark Ernst, który był bohaterem pierwszej połowy. Sześciokrotnie bronił, w tym również w doliczonym czasie, gdy Yuito szarżował na jego bramkę, a golkiper instynktownie odbił strzał. W doliczonym czasie swoją jedyną celną próbę miała też Hertha: Linus Gechter posłał jadowitą główkę pod słupek, zatrzymaną przez Floriana Mullera.
Drugie 45 minut bez celnego strzału
W drugiej połowie konkretów było mało, a jeśli się pojawiały, to bliżej wydawała się Hertha. Tak było do 69. minuty, kiedy wprowadzony z ławki Vincenzo Grifo w szybkiej akcji po odbiorze oddał mocne uderzenie, wybite jakimś cudem przez Dardaia na rzut rożny. Dawid Kownacki w 80. minucie został pierwszym zmienionym zawodnikiem. Napracował się bardzo, ale poza jednym niezaliczonym strzałem (po spalonym) większość tej roboty miała miejsce w środku pola bądź w obronie. Cała Hertha skupiona była na przetrwaniu, w drugiej połowie gospodarze doszli do żadnego strzału, wytrzymując do dogrywki.
Dogrywka wynagrodziła oczekiwanie
W niej Berlińczycy chcieli zadać szybki cios, gdy Cuisance w 94. minucie doskonale doszedł do strzału i tylko końcem rękawicy Muller wypchnął piłkę na zewnętrzną stronę słupka. Jeszcze się nie otrząsnęli po tej sytuacji, a gospodarze stracili gola. Gechter popełnił błąd pod presją, piłkę oddał do Yuito przed bramką, a ten bezlitośnie pokonał Ernsta.
Niemal natychmiast do kolejnej okazji doszedł Manzambi, tym razem zatrzymany przez Ernsta, choć szczęśliwie. Zawodnicy Herthy nie załamali się jednak i otrzymali za to piękną nagrodę. W 104. minucie Reese doszedł na 19. metr i bez wielkiego namysłu huknął z dystansu, zapewniając wyrównanie.
Mimo odpływu sił obie drużyny walczyły do końca o decydujące trafienie, aż dotarliśmy do rzutów karnych. Ernst wyczuł intencje Grifo i miał piłkę na rękawicach, za to nie miał szans wybić jej z bramki. Reese jak kat posłał bramkarza w drugą stronę i kropnął w przeciwnym kierunku na 1:1. Matthias Ginter uderzył pod poprzeczkę, Lucas Muller skopiował strzał Reese i było 2:2.
Eggestein też zrobił swoje, a Cuisance schował twarz w dłoniach: Muller go zatrzymał! Moment później równowagę zapewnił Ernst, wybijając strzał Manzambiego, a Brekalo przeniósł presję na gości golem na 3:3. Holler wytrzymał i dał prowadzenie mocnym strzałem. Seguin po ziemi zakończył pierwszą serię 10 jedenastek. Przy strzale Yuito Ernst miał piłkę na nodze, ale nie obronił, za to Muller wypiąstkował uderzenie Pascala Klemensa, eliminując Herthę.
