Pisa – Bologna 0:1
Do poniedziałkowego, wieczornego meczu 27. kolejki Serie A Bologna przystępowała w świetnych nastrojach, mając za sobą cztery wygrane z rzędu, każda różnicą jednego gola. Z kolei Pisa od dłuższego czasu nie potrafiła się przełamać, bo w tym sezonie ligowym odniosła tylko jedno zwycięstwo. Początek spotkania był bardzo spokojny, a do połowy pierwszej części gry kibice zobaczyli zaledwie jeden celny strzał.
Gościom nie pomogła też kontuzja Vitika, który musiał zejść z boiska już po 20 minutach. Chwilę później mecz nabrał tempa, gdy Santiago Castro zmarnował znakomitą okazję dla gości. Argentyński napastnik wygrał pojedynek siłowy z obrońcą i znalazł się sam na sam z bramkarzem, ale jego strzał poszybował wysoko nad poprzeczką.
Od tego momentu Rossoblu zaczęli grać płynniej i na 10 minut przed przerwą byli blisko objęcia prowadzenia. Castro wybiegł do sprytnego podania prostopadłego od Nikoli Moro, ale jego strzał z pola karnego trafił w konstrukcję bramki, co przyniosło ulgę gospodarzom. Słaba ofensywa Pisy przed przerwą nie była zaskoczeniem – Nerazzurri w poprzednich 13 domowych meczach ligowych zdobyli zaledwie cztery gole.
Początek drugiej połowy był mało wyrazisty i chaotyczny, ale gospodarze po godzinie gry stworzyli groźną sytuację, gdy główka Stefana Morea z bliskiej odległości zmusiła Lukasza Skorupskiego do ważnej interwencji, która utrzymała remis. W miarę upływu czasu polski bramkarz musiał ponownie ratować swój zespół, świetnie broniąc strzał Gabrielego Piccininiego, podczas gdy gospodarze podkręcali tempo.

Ostatecznie to goście zadali decydujący cios – w 90. minucie Odgaard opanował piłkę na prawej stronie boiska i pięknym, dalekim strzałem w okienko zaskoczył wszystkich kibiców Pisy. Podopieczni trenera Oscara Hiljemarka zanotowali trzecią porażkę z rzędu i w tym sezonie wygrali tylko raz. Z kolei Bologna odniosła piąte z rzędu zwycięstwo w rozgrywkach, a po raz czwarty z rzędu wygrała 1:0.
Udinese – Fiorentina 3:0
Gospodarze rozpoczęli mecz bardziej aktywnie i objęli prowadzenie już w 10. minucie, kiedy Christian Kabasele wbiegł w pole karne i z bliska głową skierował do bramki dośrodkowanie Nicolasa Zaniolo. Dla drużyny, która w poprzednich sześciu meczach strzeliła tylko dwa gole w pierwszych połowach, był to idealny początek.
Przeciwnik nie zamierzał jednak poddać się bez walki i stworzył kilka okazji. Rolando Mandragora dwukrotnie strzelał zza pola karnego, ale w żadnym przypadku nie trafił do bramki. Keinan Davis i Zaniolo mogli następnie zwiększyć przewagę gospodarzy, ale pierwszy z nich został zatrzymany przez Davida de Geę, a Zaniolo strzelił ponad bramką z dobrej pozycji.
Fani "Violi" wkrótce żałowali, kiedy Jack Harrison nie wykorzystał okazji do strzelenia gola głową, a Mandragora ponownie spudłował po stałym fragmencie gry. Do szatni schodzono więc przy stanie 1:0. Trener Paolo Vanoli z pewnością oczekiwał od swojej drużyny więcej w drugiej połowie, ale podopieczni trenera Kosty Runjaicia, którzy przegrali trzy poprzednie mecze, kontynuowali dobrą passę, a Davis zmarnował kolejną szansę.
Przy kolejnej okazji nie zawahał się jednak i spokojnie wykorzystał rzut karny, który sam wywalczył po faulu Daniele Ruganiego. Fiorentina musiała szybko odpowiedzieć, ale pomimo wielu dośrodkowań w pole karne, tylko nieliczne dotarły do napastnika – wyjątkiem była sytuacja, w której Cher Ndour odbił piłkę poza bramkę. Świeżo wprowadzony Roberto Piccoli również nie trafił z obiecującej pozycji, a gościom kończył się czas.

Udinese natomiast podwyższyło prowadzenie, gdy rezerwowy Adam Buksa w doliczonym czasie gry precyzyjnie wykończył akcję z prawej strony pola karnego i posłał piłkę obok dalszego słupka. "Zebry" świętowały tym samym dopiero drugie zwycięstwo w ostatnich sześciu meczach u siebie i przerwały serię trzech porażek z rzędu. Fiorentina natomiast po trzech meczach w lidze ponownie przegrała i od strefy spadkowej dzieli ją tylko lepszy bilans bramkowy. Do 73. minuty na murawie przebywał Jakub Piotrowski.
