Zabrzanie po serii nieudanych meczów w PKO BP Ekstraklasie „odkuli się” w Pucharze Polski i pokonali w Poznaniu Lecha 1:0.
"Wydaje mi się, że wygraliśmy mecz w naszych głowach. Cały zespół był przekonany, żeby możemy tutaj awansować. Udało nam się strzelić bramę, a potem zagraliśmy na zero z tyłu" - mówił po meczu szczęśliwy szkoleniowiec Górnika.
Gasparik nie ukrywał, że jego zespół mocno napracował się na ten sukces. Chwalił m.in. Marcela Łubika, który w 78. minucie obronił rzut karny wykonywany przez Joela Pereirę. Ostatnio nieco krytykowany po błędach, młody golkiper pozostał bezbłędny przy Bułgarskiej.
"W pierwszej połowie zaprezentowaliśmy piłkarską jakość, dobre taktyczne ustawienie w defensywie, cały czas byliśmy też groźni w ofensywie. Druga połowa to z naszej strony była głównie walka bez piłki, chłopaki pokazali serce i charakter. Gratulacje dla Marcela za obronę rzutu karnego, bo w końcówce meczu to było najważniejsze. Do tego doszła jeszcze czerwona kartka Maksyma Chłania, ale walczyliśmy do samego końca" - przyznał Gasparik. To dla niego już drugi triumf nad Lechem, wcześniej eliminował Poznaniaków z Ligi Konferencji ze Spartakiem Trnawa.
Górnicy walczą o udział w europejskich pucharach na dwóch frontach. Szkoleniowiec Górnika z niecierpliwością czeka na losowanie par półfinałowych. "W Pucharze Polski zagraliśmy cztery bardzo trudne spotkania na wyjazdach. Może teraz przy losowaniu szczęście będzie nam sprzyjać" - przyznał.
Frederiksen: "Graliśmy zbyt nonszalancko"
W zupełnie innym nastroju był opiekun Lecha Niels Frederiksen. Jak podkreślił, jego drużyna zawiodła szczególnie w pierwszej połowie.
"Jesteśmy ogromnie rozczarowani tym, że odpadliśmy z rozgrywek, bo mieliśmy ambicje, by sięgnąć po ten puchar. Pierwsza odsłona nie była dobra w naszym wykonaniu. Graliśmy zbyt nonszalancko, traciliśmy wiele piłek na całym boisku. Po przerwie nasza gra wyglądała już znacznie lepiej, mieliśmy swoje szanse, zepchnęliśmy rywala do defensywy. W piłce nożnej czasami detale decydują o wyniku. Nie wykorzystaliśmy rzutu karnego, a gdybyśmy zdobyli bramkę, myślę, że wygralibyśmy to spotkanie. No cóż, jedziemy dalej, musimy się odbić po tej porażce" - skomentował szkoleniowiec.
Dla poznańskiej drużyny było to już dziewiąte spotkanie w tym roku, ale Frederiksen przyznał, że nie intensywny kalendarz był przyczyną porażki. "To nie jest żadne wytłumaczenie, choć miałem wrażenie, że kilku zawodników, którzy zagrali bardzo dobrze w trzech, czterech ostatnich meczach, dziś nie było w topowej formie. Może brakowało im nieco energii, a ja powinienem był dokonać więcej rotacji w składzie. Rywal miał jeden dzień na regenerację więcej niż my, może to miało jakieś małe znaczenie" - podsumował.
