Francuski superpuchar przyzwyczaił nas do podróżowania po świecie, a jednak w Kuwejcie atmosfera była przytłaczająco ponura – fani obu zespołów zbojkotowali wyjazd mimo oferty wsparcia finansowego w przyjeździe z Francji. Pozostało więc na odległość kibicować: Paryżanom w zdobyciu siódmego trofeum w niewiele ponad 12 miesięcy, a Marsylczykom w poszukiwaniu pierwszego od półtorej dekady.
Sprawdź szczegóły meczu PSG – Olympique Marsylia

Do przerwy szło zgodnie z planem
Zespół z wybrzeża prezentował się lepiej w otwierających minutach, wypracowując trzy rzuty rożne w niewiele ponad 5 minut. Po tym trzecim Balerdi doszedł do mocnego uderzenia głową, jednak Chevalier zdołał je wybić.
OM niemal dominowało, tymczasem Paryżanom do szczęścia wystarczył pressing na połowie rywala. Dwa błędy w defensywie otworzyły drogę do bramki, a Ousmane Dembele wykorzystał podanie Vitinhy i wyjście bramkarza, którego przelobował na przedpolu i władował piłkę do pustej bramki.
Marsylczycy nie złożyli broni i starali się grać swoje. Wymiernym efektem był brak kolejnych sytuacji Paryżan, ale na strzał Greenwooda z 18. minuty (nad poprzeczką) ekipa ze stolicy zdołała odpowiedzieć prawie natychmiast. Nuno Mendes wykorzystał piłkę od Kwaracchelii i sprawdził refleks Rulliego. W ostatnim kwadransie pierwszej połowy temperatura meczu była najwyżej letnia, choć momentami rosła gwałtownie.
Tak było w 34. minucie, gdy Chevalier wypiętą piersią bronił strzał Gouiriego przy bliższym słupku oraz w 41. minucie. Wtedy Timothy Weah huknął z dystansu w poszukiwaniu dalszej strony bramki, a znalazł tylko bandę reklamową. Nie dał też rady Gouiri, próbując uciec sam na sam w 44. minucie. Padł jednak na boisko i nie doczekał się gwizdka, za to po chwili arbiter zakończył tę odsłonę. Mimo aż 20 strzałów (12:8 dla Marsylii) na tablicy tylko 1:0 dla PSG.
Marsylczycy zasłużyli na wyrównanie
Druga połowa zaczęła się bez klarownych sytuacji, za to zapachniało czerwoną kartką, gdy Pierre-Emile Hojbjerg wziął w kleszcze Joao Nevesa w 53. minucie. Skończyło się na żółtej, a chwilę później Chevalier zatrzymywał imponująco główkę Igora Paixao, a następnie dobitkę Pavarda, już ze spalonego. Była i trzecia próba w krótkim odstępie: Gouiri szukał „rogala” pod dalszy słupek, a znalazł rękawice bramkarza.
W odpowiedzi szczęścia próbowali Joao Neves (Rulli obronił) i Desire Doue z dystansu (chybił), zaś Dembele nie zdołał doskoczyć do piłki dzięki świetnemu wejściu Rulliego. Perfekcyjny dotąd Chevalier musiał ostatecznie popełnić błąd, gdy wyjściem powalił Masona Greenwooda. Poszkodowany dokonał wzorcowej egzekucji, wyrównując na kwadrans przed końcem.
Takiego scenariusza końcówki nikt by nie wymyślił!
PSG ruszyło w poszukiwaniu rozstrzygającego gola, chcąc uniknąć rzutów karnych. I faktycznie wyjątkowo ważna akcja została rozstrzygnięta przez Paryżan, tyle że przed własną bramką. Po wrzutce w pole bramkowe Willian Pacho niefortunnie trącił piłkę, przepychając ją pod wychodzącym Chevalierem.
Wtoczyła się leniwie, jakby ważyła tonę. I dla PSG tak właśnie było - próby ratowania wyniku był desperackie. Marsylia miała nawet szansę dobić rywali, tymczasem akcja z 90+5. minuty była jak cios obuchem w marzenia Marsylii: Barcola zgrał głową z lewej przed bramkę, a Goncalo Ramos dopełnił dzieła.
Dopiero karne musiały wyłonić zwycięzcę i Ramos wziął na siebie odpowiedzialność, otwierając wynik uderzeniem pod poprzeczkę. Tymczasem Chevalier zatrzymał O'Reileya. Rulli miał już na rękach strzał Vitinhy, ale nie powstrzymał piłki. Chevalier zaś wybrał ten sam kierunek i zatrzymał też Traore! Nuno Mendes nie dał szans Rulliemu, a dopiero trzeci Murillo zaczął strzelanie dla Marsylii. Nie przedłużył nadziei na długo - Desire Doue przypieczętował triumf PSG!
