Flashscore: Z jakimi odczuciami przystępujecie do Mistrzostw Europy po Międzynarodowym Turnieju w Hiszpanii, gdzie dwa pierwsze mecze poszły dobrze, ale końcówka spotkania z Portugalią była już trudniejsza?
Dani Dujshebaev: Ostatecznie przegraliśmy, prawda? Ale uważam, że mieliśmy też bardzo dobre momenty gry. Zdarzyła się nam spora dekoncentracja, która oczywiście nie daje najlepszych odczuć przed turniejem, ale nie są one wcale złe. Mieliśmy taki mały przestój, którego postaramy się już nie powtarzać, ale ogólnie drużyna dobrze pracowała i jesteśmy przygotowani.
Początek turnieju jest wymagający, bo czekają was mecze z Serbią, Austrią i Niemcami. Domyślam się, że macie chęć rewanżu na Austriakach po tym, co wydarzyło się na poprzednich mistrzostwach, ale Serbowie i Niemcy to także trudni rywale, prawda?
Tak, mamy bardzo trudną grupę. Z każdą z tych drużyn czekają nas bardzo ciężkie spotkania. Musimy jednak myśleć o każdym dniu osobno, teraz skupiamy się na przygotowaniach do meczu z Serbią, chcemy wygrać pierwszy mecz, a potem patrzeć dalej.
Choć teoria mówi o podejściu mecz po meczu, to wiadomo, że potem jest faza główna, która może być jeszcze trudniejsza. Z Danią (obecnym mistrzem Europy i olimpijskim), która jest współgospodarzem, z Portugalią, a potem z Macedonią Północną lub Rumunią. W tej grupie liczą się wyniki z poprzedniej fazy, a awansują tylko dwie drużyny. Myśleliście już o tym? Macie to na uwadze?
Tak, tak. Gdy spojrzy się na całość, widać, że jest naprawdę trudno. Ale jak mówiłem wcześniej, naszym celem jest dobrze grać, rywalizować z każdym, wygrać pierwsze mecze, przejść grupę, najlepiej z punktami, a potem iść dalej w turnieju z dobrym nastawieniem.
O co walczy Hiszpania na tych mistrzostwach?
Trudno mówić, dokąd dotrzemy. Ale naszym celem jest rywalizować z każdym zespołem. Uważam, że stać nas na zwycięstwo z każdym i musimy być skoncentrowani na każdym meczu, bo jeśli zagramy dobrze, na pewno wygramy wiele spotkań.

Kibice mogą być trochę zdezorientowani, jeśli chodzi o aspiracje Hiszpanii, patrząc na ostatnie turnieje. Poprzednie mistrzostwa Europy były rozczarowaniem po odpadnięciu w fazie grupowej. Na igrzyskach olimpijskich zdobyliście bardzo cenny brąz, a potem na mistrzostwach świata odpadliście w fazie głównej. Dziś w piłce ręcznej jest duża wyrównana rywalizacja, ale jaki przekaz chciałbyś skierować do kibiców, by uwierzyli w medal w tym roku?
Dziś jest dużo większa równowaga, więcej drużyn prezentuje podobny poziom niż kiedyś. Chcemy przede wszystkim pokazać, że jesteśmy drużyną, że jesteśmy "Hispanos", zostawiamy serce na boisku i chcemy, by kibice czerpali radość z oglądania naszych meczów. Zrobimy wszystko, by dać im powody do radości i zajść jak najdalej, najlepiej do półfinału, do decydującego weekendu. Potem każdy mecz to już loteria – może się udać, może nie.
Wygrałeś dwa mistrzostwa Europy w 2018 i 2020 roku, może wtedy w mniej kluczowej roli. Teraz masz większe znaczenie w drużynie. Wyobrażam sobie, że zdobycie trzeciego złota miałoby dla ciebie szczególne znaczenie.
Oby tak się stało. Lata mijają i tak jak kiedyś byłem chłopakiem, który chciał się uczyć od innych, teraz jestem już w innym momencie. Byłoby pięknie osiągnąć coś wielkiego, odgrywając bardziej kluczową rolę.
"Wysiłek włożony w zdobycie olimpijskiego brązu był wart zachodu"
Patrząc wstecz, chciałem zapytać o brąz z Paryża 2024. Co to dla ciebie znaczyło po tym, jak przez kontuzję nie mogłeś wystąpić w Tokio? Jakie uczucia towarzyszą sportowcowi nie tylko przy samym udziale w igrzyskach, ale przy zdobyciu medalu?
Każdy sportowiec marzy o udziale w igrzyskach olimpijskich. W 2021 roku miałem pecha, doznałem kontuzji i nie mogłem być w Tokio. Ale to też była dla mnie ogromna motywacja, by dalej pracować i dotrzeć do Paryża. Gdy zdobyliśmy medal, to była niesamowita satysfakcja. Po wielu latach marzeń, pragnienia, a potem, kiedy w końcu się to udaje, cóż, wszystko jest warte pracy i wysiłku.
Kto jest głównym faworytem do tytułu na tych mistrzostwach?
Myślę, że Dania, jak to ostatnio bywa, ma spektakularną drużynę i oprócz tego, że ma jednego z trzech najlepszych piłkarzy na świecie, jeśli nie najlepszego, to prawdopodobnie najlepszego bramkarza na świecie, choć jesteśmy też bardzo dobrzy w bramce. Myślę jednak, że Dania od lat pokazuje, że jest o poziom wyżej i bardzo trudno ją pokonać.
A potem dołączamy Francję i Hiszpanię?
Jak mówiłem, jest wiele drużyn na podobnym poziomie, które świetnie prezentowały się w ostatnich turniejach, zarówno na mistrzostwach świata, jak i Europy. Francja zawsze jest groźna. Portugalia też gra bardzo dobrze, ostatnio graliśmy z nimi i mocno naciskają. Jest kilka zespołów, które są bardzo wyrównane i każdy może się liczyć.

Jak oceniasz proces odmładzania "Hispanos", z nowymi twarzami, które pojawiły się w drużynie?
Wczoraj też mnie o to pytano i odpowiedziałem, że jeśli mamy chłopaków w wieku 20-25 lat, którzy już grają w europejskich rozgrywkach i radzą sobie świetnie, to świadczy o dobrej pracy. Zarówno w reprezentacji, jak i w klubach w Hiszpanii. Przychodzi wielu młodych zawodników, oby dalej się rozwijali i podnosili poziom, byśmy mogli być tak mocni, jak przez ostatnie lata.
W zeszłym roku pytałem twojego brata o geny w piłce ręcznej. Ale w tym roku poszliśmy o krok dalej. Ci, którzy zaczynali oglądać piłkę ręczną w latach 90., widzieli twojego ojca, czyli Talanta Dujshebaeva (trenera Industrii Kielce - red.), Barrufeta, potem Davida, Iana. Teraz do kadry dołączył Marcos Fis, a choć nie gra na mistrzostwach, to Pablo Urdangarin mocno zaznaczył się w Hispanos. Skąd się bierze ta tradycja?
Gdy jesteś dzieckiem i co weekend widzisz ojca w hali, widzisz jak gra, jak ludzie mu kibicują... W moim przypadku mam wiele wspomnień, jak chodziliśmy razem na kawę czy obiad, a ludzie zawsze mówili: "Twój ojciec jest świetny, nie wiesz, jakiego masz ojca". Zawsze go chwalili i to sprawiało, że byłem dumny i myślałem: "Kurczę, chciałbym, żeby moje dzieci kiedyś miały takie uczucia".
Mój ojciec bardzo mi pomógł. Myślę, że wszystkim, którzy trafili do kadry, bo to ludzie, którzy znają się na piłce ręcznej. Osiągnęli wiele, przekazali nam wiedzę, dali szansę i jestem z tego bardzo dumny.
W klubie spędziłeś długi czas w Kielcach, od 2018 roku, a już zapowiedziałeś, że to ostatni sezon. Co dla ciebie znaczą te lata w Polsce? Do tego byliście tam całą rodziną, bo trener i dwóch zawodników przez prawie osiem lat razem w Kielcach.
Polska zawsze będzie moim domem. Nawet jeśli odejdę, te osiem lat to ogromny czas. Przyszedłem tam mając 21 lat, stawiając pierwsze kroki w zawodowej piłce ręcznej. Przez większość kariery byłem właśnie tam. Możliwość dzielenia wszystkiego z rodziną, bo przyszedłem ostatni i byliśmy razem przez te lata, to coś wyjątkowego w naszym sporcie i stylu życia, praktycznie niemożliwe. Zawsze będę wdzięczny Kielcom – klubowi, miastu i ludziom, którzy zawsze byli dla mnie wspaniali.
Masz jeszcze ten sezon, by to osiągnąć, ale czy czujesz niedosyt, że nie zdobyłeś Ligi Mistrzów, mimo dwóch finałów, obu po dogrywce?
To coś, czego nigdy nie zapomnę – że nie udało się jeszcze podnieść tego trofeum. Mam nadzieję, że w tym roku znów powalczymy i może się uda. Ale sport tak wygląda, masz swoją szansę, trzeba ją wykorzystać, a nam przez drobne szczegóły nie wyszło. Szkoda, ale będziemy dalej pracować, by ją zdobyć, czy to w Kielcach, czy w przyszłości w innych klubach.

"Jeśli chodzi o moją przyszłość, nic nie jest przesądzone"
Wiem, że nie możesz odpowiedzieć konkretnie, ale muszę zapytać o plany na przyszłość w klubowej karierze.
Szczerze mówiąc, nie chodzi o to, że nie chcę dać jasnej odpowiedzi, po prostu sam jej nie mam. Na razie nic nie jest przesądzone. Teraz skupiam się na mistrzostwach Europy, a po turnieju będzie czas, by pomyśleć, co dalej w przyszłym roku.
Choć długo grałeś w Kielcach, to mimo młodego wieku masz też bogatą karierę w hiszpańskiej piłce ręcznej. Grałeś w Ciudad Real, Atletico Madryt, Barcelonie i Valladolid. Patrząc z nostalgią na przeszłość i na obecną sytuację w ASOBAL, gdzie Barca dominuje, czy uważasz, że potrzebna jest alternatywa dla Barcelony, może w stolicy, by podnieść poziom rywalizacji w klubowej piłce ręcznej?
Oczywiście, że tak, oby się to udało. Niezależnie, czy w stolicy, czy gdzie indziej, jeden lub dwa zespoły, które mogłyby rywalizować, bardzo by pomogły lidze. To sprawiłoby, że inne drużyny też by się rozwijały, a sponsorzy i telewizje chętniej wspieraliby nasz sport.
Może sytuacja w Hiszpanii nie jest najlepsza, bo mamy najlepszy zespół w historii piłki ręcznej, czyli Barcelonę, co zostało udowodnione. Niestety, obecnie nie ma klubu, który byłby realną konkurencją, bez obrażania innych drużyn, bo to bardzo trudne. Oby pojawił się klub, który co roku mógłby rywalizować z Barceloną, to na pewno podniosłoby poziom całej ligi.
Na koniec proszę o przesłanie wiadomości do przeciętnego kibica, by zachęcić go do śledzenia "Hispanos" na tych mistrzostwach, by ludzie, oprócz piłki nożnej i innych dyscyplin, zainteresowali się piłką ręczną.
Z mojej strony mogę powiedzieć, że to bardzo dynamiczny sport, który każdy, kto zacznie oglądać, na pewno polubi. A jeśli zobaczą "Hispanos", niech wiedzą, że naszym celem jest, by w każdym meczu byli z nas dumni.
