Ten sezon nie jest dla Olejniczaka łatwy, ze względu na problemy zdrowotne. W połowie października nabawił się urazu przywodziciela, a 19 listopada w wyjazdowej konfrontacji z Aalborgiem doznał kontuzji mięśnia dwugłowego uda.
"Nie miałem na to wpływu, w tych sytuacjach to był czysty przypadek, jednak na początku tego sezonu przytrafiły mi się małe przestoje. Z drugiej strony nie były to zbyt poważne dolegliwości, które wymusiłyby przerwę dłuższą niż kilka tygodni. Zostawiam to jednak za sobą i cieszę się, że wróciłem do pełni zdrowia. W towarzyskich meczach z Serbią wreszcie mogłem wystąpić w pełnym wymiarze" – przyznał.
Zawodnik nie ukrywa, że z trudem znosił przymusowy rozbrat z boiskową rywalizacją.
"Kiedy przebywałem w domu albo chodziłem na rehabilitację, to brakowało mi grania i z bólem serca patrzyłem jak moi koledzy walczą, a ja nie jestem w stanie im pomóc. Miałem bardzo duży głód gry i w spotkaniach z Serbią czułem radość, że mogę wybiec na parkiet, zdobywać bramki i pomagać drużynie. Wszystko jest obecnie ok i czuję się bardzo dobrze" – przekazał.
Rozgrywający Industrii Kielce wznowił treningi dopiero 2 stycznia podczas zgrupowania reprezentacji, bo wcześniej nie otrzymał od lekarzy zielonego świata na zajęcia z zespołem. Na trzy tygodnie przed przyjazdem nad morze dostał tylko pozwolenie na trening motoryczny.
"Od tego momentu zacząłem biegać oraz chodzić na siłownię. Pod względem fizycznym przyjechałem do Cetniewa prawie gotowy, aczkolwiek w pierwszych dniach obozu dość mocno odczułem grę na kontakcie i wszystkie zderzenia z zawodnikami" – dodał.
Prawie 25-letni zawodnik przyznał, że bardzo dobrze współpracuje mu się z selekcjonerem. Zdradził, że trener Jota Gonzalez preferuje styl gry podobny do tego, jaki stosują w jego klubie. Większych problemów ze zrozumieniem tej taktyki nie mają też zawodnicy Wisły Płock, bo w klubie również prowadzi ich hiszpański szkoleniowiec Xavi Sabate.
"Dzięki temu to porozumienie mogliśmy znaleźć szybciej. Podobne założenia proponował nam wcześniej trener Patryk Rombel, ale i tak musimy pomagać zawodnikom, którzy w swoich klubach stosują inne warianty i na co nie dzień nie mają z takim systemem do czynienia. Na treningach dużo jednak rozmawiamy, wymieniamy się informacjami oraz spostrzeżeniami, jak powinna wyglądać obrona, żeby wszyscy mogli się przestawić i nasza drużyna lepiej funkcjonowała" – zauważył.
Olejniczak, który znany jest z żywiołowej i nieszablonej gry, a także z bardzo dużego zaangażowania, powinien być jednym z filarów drużyny narodowej. Po testowych meczach z Serbią wywnioskował, że będzie wykorzystywany zarówno w ataku jak i obronie.
"Liczę zatem, że będę mógł pokazać pełnię swoich możliwości i cieszę się, że trener mi ufa. Zawsze jestem do dyspozycji szkoleniowca i zawsze daję z siebie 100 procent. Ciężka praca nigdy nie było mi straszna, a zadanie, które mi powierzy, wykonam na maksa. Jeśli będę miał grać tylko w obronie, będą grał tylko w obronie, a jeśli będę miał się ograniczyć jedynie do ataku, też to bez problemu zaakceptuję" – zapewnił.
W środę Polacy wylecą do Szwecji, a dwa dni później zmierzą się w Kristianstad w swoim inauguracyjnym meczu z Węgrami. Ponadto w niedzielę zagrają z Islandią, a we wtorek, na zakończenie zmagań w grupie F, ich rywalem będą Włosi. Z każdej grupy do dalszej fazy awansują dwa najlepsze zespoły.
"Zdajemy sobie sprawę, że trafiliśmy do bardzo mocnej grupy. Węgrzy na pewno mają wysoko postawione cele, będą dążyli, aby awansować do dalszej fazy z kompletem punktów. Wierzę jednak, że jako drużyna możemy napsuć rywalom sporo krwi i w ogóle być czarnych koniem tej grupy" – skomentował.
Absolutnie przestrzega, aby nie lekceważyć teoretycznie najsłabszych w tym gronie Włochów. Przypomniał, że Polacy zmierzyli się z nimi w eliminacjach Euro 2024. W październiku 2022 roku triumfowali w Katowicach 30:23, natomiast w kwietniu na wyjeździe zwyciężyli 31:29.
"Wynik pierwszego meczu, jeszcze za kadencji trenera Rombla, może być trochę zakłamany, bo wielu zawodników rywali zmieniło przynależność klubową i obecnie gra w Niemczech. Na pewno zagrożenie ze strony ich rozgrywających będzie bardzo duże. Po analizie wideo wiemy, że preferują bardzo ofensywną obronę trzy-trzy i na to szczególnie musimy się przygotować" – ocenił.
Absolwent SMS Gdańsk z wielką radością jedzie na turniej, ale zgadza się, że podstawowym zadaniem nie jest indywidualna satysfakcja tylko odnoszenie zwycięstw.
"Na mistrzostwach zawsze podstawowym celem jest wyście z grupy. Na Euro jest jednak trudniej niż na mistrzostwach świata, bo dalej przechodzą dwa, a nie trzy zespoły. Co będzie dalej w rundzie głównej, w gronie silniejszych drużyn, zobaczymy ewentualnie później. Na razie koncentrujemy się na tym, co tu i teraz, czyli na trzech meczach grupowych. W każdym z nich zamierzamy zaprezentować się z jak najlepszej strony, aby udowodnić naszych kibicom, że polska piłka ręczna wygląda trochę lepiej niż niektórzy myślą" – zaznaczył.
W pierwszej fazie biało-czerwoni rozgrywać będą swoje spotkania w Kristianstad, a hala w tym szwedzkim mieście jest zdecydowanie mniejsza od pozostałych aren zawodów w Malmoe, Baerum oraz Herning.
Zawodnik uznał, że to może być na plus, bo w początkowej fazie mistrzostw mniejsze obiekty bywają bardziej zapełnione. Atmosfera w nich jest gorętsza i lepiej ją czuć niż w typowych halach widowiskowo-sportowych, gdzie poza meczami odbywają się także koncerty.
"Mieliśmy już możliwość grać w Kristianstad przy okazji dwóch spotkań ze Szwecją. Mam dobre wspomnienia i liczę, że teraz przyniesie nam trochę szczęścia. Czytałem również, że na mistrzostwa tradycyjnie wybiera się liczna grupa kibiców islandzkich i spodziewam się, że razem z naszymi fanami stworzą na trybunach świetną atmosferę" – podkreślił.
Olejniczak widzi tylko jednego kandydata do złotego medalu. To aktualni mistrzowie świata i olimpijscy Duńczycy.
"W ostatnich latach pokazują nieprawdopodobną jakość. Mają fantastycznie indywidualnie wyszkolonych zawodników, do tego dochodzi niesamowity Mathias Gidsel. Moim zdaniem ta drużyna jest poza zasięgiem innych zespołów" – podsumował.
