Widomski i Maciej Gębala wyprowadzili nas na 2:0, ale gdy autor drugiego gola faulował chwilę później, było już 2:2. Kolejne, seryjnie niewykorzystane ataki pozwoliły Madziarom podwoić przewagę. Dopiero Jędraszczyk indywidualnie błysnął i utrzymał Polskę trafieniami na 3:4 i 4:5 – przed tym drugim obroną popisał się Skrzyniarz. Gdy faworyci strzelili dwie kolejne bramki, Jota Gonzalez przerwał grę.
Sprawdź szczegóły meczu Węgry - Polska
Nieźle w obronie, ale bez ataku do przerwy
Niestety, po powrocie na parkiet pojedyncze trafienie Arkadiusza Moryto przy dobitce rzutu karnego nie mogło umożliwić Polakom powrotu. Po wybiciu 20. minuty na tablicy było 9:5 dla Węgrów. Szóstego gola nie dał nawet solowy rajd Olejniczaka, którego kolanem zatrzymał Palasics. Co gorsza, bramkarz rywali wyłapał strzał Jędraszczyka i dołożył swoje trafienie na pustą bramkę pod koniec 23. minuty, gdy rywale mieli już 11:5.
Niemoc Polski przełamał dopiero Przytuła, wstrzelił się też Olejniczak, tyle że oznaczało to jedynie grę punkt za punkt. Jakby zmartwień było mało, przed upływem 25. minuty z urazem zszedł Skrzyniarz, zastąpiony przez Wałacha. Ostatnie minuty przed przerwą mogły rozbudzić nadzieję: Marciniak zmieścił strzał z prawego skrzydła, Gębala obił poprzeczkę, a lewą stroną przedarł się Olejniczak i było 12:9. Nie udało się utrzymać straty -3 do przerwy, trafienia Pedro Rodrígueza i Hanusza oznaczały 14:10 na półmetku.
Miała być pogoń za wynikiem, a straty rosły
Nie było statystyki, która nie wskazywałaby jednoznacznie na Madziarów (choć zdecydowanie nie grali wielkich zawodów) przed drugą połową, mimo niezłej postawy Polaków w obronie. Na starcie drugiej części nawet świetna interwencja Wałacha nie pomogła: gdy my tylko traciliśmy piłkę w ataku, Ilić i Boka podwyższali prowadzenie. Co gorsza, Wiktor Jankowski wkrótce wyleciał z czerwoną kartką, a grę w przewadze Węgry kończyły z wynikiem 17:15.
Zastrzyki nadziei Biało-Czerwonym dały dwa udane ataki braci Gębalów. Gdy Tomasz dopisał swoje drugie trafienie, strata została zredukowana do -4. Niestety, nadzieje na odrobienie strat odebrał Fazekas, który błyskawicznie podwyższył prowadzenie 20:14 – najpierw perfekcyjnym uderzeniem przy słupku, a później przejęciem piłki i spokojnym wykończeniem po przejęciu przed pustą bramką.
Pogoń za wynikiem była możliwa w dużej mierze dzięki skuteczności Wałacha w bramce, ale jak gonić, gdy Daszek nie wykorzystuje karnego? Pomocną dłoń wyciągnęli Węgrzy, których skuteczność gwałtownie spadła, a trzecie trafienie Olejniczaka przybliżyło nas znów na -4. Jednak ataki Moryty ze skrzydła nie wchodziły, a kolejne straty pozwoliły rywalom na podbicie wyniku do 24:18, zmuszając naszego selekcjonera do przerwy ostatniej szansy. Jeśli kolejne trafienie Pietrasika przedłużyło nadzieję, to nieskuteczna gra bez bramkarza okazała się boleśnie kosztowna. Madziarzy kończyli mecz na luzie, wygrywając 29:21.
