Przed niedzielnym meczem nie było wielkich powodów do optymizmu. Odbiór pierwszych minut też był mieszany, choć pojawiły się pozytywne sygnały. Jarosiewicz jako pierwszy w polskich barwach zdobył bramkę z karnego po trzech zmarnowanych okazjach z Węgrami. Z jednej strony Polacy popełniali wciąż zbyt wiele błędów, ale z drugiej widoczna była poprawa w ofensywie.
Sprawdź szczegóły meczu Polska - Islandia
Po drugiej interwencji Wałacha i rzucie Olejniczaka z drugiej linii udało się objąć prowadzenie 4:3. Mimo wsparcia trybun faworyci nie mogli zbudować przewagi i dopiero po 13 minutach udało im się wyrównać na 5:5. Rikhardsson pozwolił objąć prowadzenie po tym, jak Polacy nie trafili z trzech kolejnych akcji. Dopiero po 17 minutach Kristjansson pozwolił odskoczyć na +2 (8:6), co błyskawicznie drugim karnym zredukował Piotr Jarosiewicz.
Natomiast długi rzut Wałacha do Marciniaka w 20. minucie zapewnił wyrównanie 8:8 i wymusił przerwę po stronie Islandii. Podziałała: Thrastarson dwoma trafieniami dał Islandczykom +3 (11:8) w 25. minucie. Strata mogła zostać zredukowana do jednej bramki, ale Olejniczak wykorzystał tylko trudniejszą z dwóch szans, nie trafiając na pustą bramkę. W bardzo nerwowej końcówce Biało-Czerwoni mogli znów zmniejszyć różnicę, ale zepsuty atak Daszka wymusił doskonałą obronę na Wałachu, by utrzymać 10:13 z polskiej perspektywy.
Trzy oczka różnicy utrzymały się na starcie drugiej połowy mimo dwóch trafień Arkadiusza Moryto. Elvar Jonsson na raty pokonał Wałacha, by uciec na 16:12. Nawet wywalczona kara dwóch minut dla Magnussona nic nie dała: drugi raz gra w przewadze skończyła się stratami zamiast gonienia wyniku. Przy stanie 18:12 dla faworytów wściekły selekcjoner Polski wezwał podopiecznych, którzy po wznowieniu wciąż byli kompletnie "posypani".
Gdy Pietrasik dwukrotnie oddał piłkę rywalom, Islandia uciekła na prowadzenie 21:13 i po 10 minutach drugiej połowy mecz wydawał się rozstrzygnięty. Skandynawowie grali już na kompletnym luzie i nawet czujnie broniący Wałach ich nie deprymował, byli w stanie utrzymać okazały bufor 9-10 trafień. Znów proste błędy, znów lęk w ataku - smutne obrazki tylko incydentalnie przeplatały się z pozytywami, jak efektowne trafienia Olejniczaka czy Paterka utrzymujące różnicę w granicach -10. Nawet grając zmiennikami Islandia nie zostawiła złudzeń, wygrywając 31:23.
