Kielczanie przystępują do ostatniego domowego meczu fazy grupowej Ligi Mistrzów w nastrojach, o których trudno było marzyć jeszcze kilka miesięcy temu. Po serii czterech zwycięstw z rzędu, w tym nad takimi potęgami jak One Veszprem czy Fuechse Berlin, aktualni wicemistrzowie Polski realnie walczą o podium w grupie A.
Aby zająć trzecią lokatę, polska drużyna musi wygrać dwa pozostałe spotkania i liczyć na potknięcie mistrza Węgier. Najbliższą przeszkodą na tej drodze jest Sporting Lizbona. Dujszebajew z dużym szacunkiem wypowiadał się o portugalskim zespole, podkreślając ich atuty.
"Musimy zagrać kompletny mecz przeciwko drużynie, która ma młodość i głód zwycięstw. To wielka przyjemność patrzeć na ich grę. Przed nami niesamowicie trudne spotkanie. Ale przed naszą publicznością zawsze mamy trochę więcej szans" – zaznaczył trener Industrii.
Szkoleniowiec szczególnie wyróżnił młodą gwiazdę rywali, Francisco Costę, stawiając go tuż za Mathiasem Gidselem.
"Wiemy, że Duńczyk jest z innej planety. Według mnie, za nim, drugim najlepszym jest właśnie Francisco. Jeśli go nie ma, to Sporting ma większe problemy" – zauważył Dujszebajew.
Sporting udowodnił swoją siłę, ogrywając ostatnio duński Aalborg HB (35:33), mimo że do przerwy tracił aż pięć bramek. Kielczanie muszą być zatem gotowi na szalone tempo i walkę do ostatniej sekundy.
Droga do zwycięstwa jest usłana problemami zdrowotnymi. Z gry na dłuższy czas wypadł kapitan Alex Dujshebaev, który uszkodził mięsień dwugłowy uda. To jednak nie koniec kłopotów. Zespół zmaga się z wirusem – Arkadiusz Moryto miał gorączkę i wymioty, a podobne dolegliwości dopadły Szymona Sićkę. Choć Moryto powinien wrócić do gry, jego stan fizyczny po chorobie pozostaje niewiadomą.
"Po chorobie czasami można ledwo wejść po schodach, a oni muszą zagrać mecz" – mówił kirgiski trener.
Pod znakiem zapytania stoi również występ Dylana Nahiego, który w Berlinie podkręcił staw skokowy. Francuz nie trenował z zespołem i jeśli wystąpi, to bez wcześniejszego przygotowania na parkiecie.
Mimo tych przeciwności, Dujszebajew jest dumny z postawy swoich zawodników, którzy wytrzymali presję i falę krytyki z początku sezonu. Użył barwnego porównania, by opisać sytuację drużyny.
"Kiedy zaczynaliśmy tegoroczne przygotowania wiedzieliśmy, że musimy wygrać za wszelką cenę z Veszprem. To dało nam życie. Jesteśmy jak kot. Poszliśmy dalej. Później daliśmy radę z jeszcze trudniejszym rywalem, który zdobywa bardzo dużo bramek. Teraz idziemy dalej" – zaznaczył szkoleniowiec.
Kielecki klub nie zamierza jednak popadać w euforię po ostatnich sukcesach. Sztab szkoleniowy apeluje o chłodną głowę i skupienie się na najbliższym kroku.
"Teraz, kiedy mamy kilka dobrych wyników, nie będziemy odpalać fajerwerków. Idziemy krok po kroku, twardo stąpamy po ziemi" – zapewnił Dujszebajew.
Środowe starcie w Hali Legionów rozpocznie się o godzinie 20.45.
