Po meczu piłkarze ręczni Orlen Wisły długo celebrowali zwycięstwo. "Mieliśmy sporo powodów do radości. Choć to była ciężka przeprawa, to udało nam się wyjść zwycięsko z tego pojedynku" – cieszył się po meczu dyrektor sportowy SPR Wisła Płock Adam Wiśniewski.
Po przerwie zimowej był to pierwszy mecz Ligi Mistrzów. "Szczerze mówiąc, trudno się wraca do gry na tak wysokim poziomie po dłuższej przerwie. Na dodatek mieliśmy mecz wyjazdowy na bardzo gorącym terenie. Ponad rok temu przekonaliśmy się, że żywiołowo dopingujący kibice są w stanie wynieść na wyżyny swoich piłkarzy" – tłumaczy Wiśniewski.
I usprawiedliwia swoją drużyną z przestojów w meczu. "Już prowadziliśmy 20:14 i wydawało się, że pójdziemy za ciosem. Tymczasem zrobiło się 20:19 i baliśmy się, że będzie podobnie jak przed rokiem, kiedy też w Bitoli mieliśmy, bodajże pięć słabszych minut. Tym razem udało się nam ten przestój wytrzymać, a potem wywalczyliśmy sobie przewagę, którą dowieźliśmy do końca" – wyjaśnia dyrektor sportowy SPR Wisły Płock.
Warto dodać, że w tym meczu Orlen Wisła prowadziła od pierwszej do ostatniej minut, nie było ani jednego remisu. Teraz przed "nafciarzami” znacznie bardziej wymagający rywal – SC Magdeburg. Pierwszy mecz obydwu drużyn, w 3. serii rozgrywek, zakończył się zwycięstwem niemieckiej drużyny 27:26. W Orlen Arenie będzie na pewno walka od pierwszego do ostatniego gwizdka.
