Rosyjscy sportowcy we Włoszech wracają do rywalizacji pod własną flagą po latach, gdy startowali albo jako neutralni zawodnicy z powodu systemowego łamania przepisów antydopingowych czy wywoływanych przez Władimira Putina konfliktów zbrojnych. Cztery lata temu w Pekinie w ogóle nie zostali dopuszczeni do startu, gdyż paraigrzyska rozpoczęły się krótko po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie.
Woronczykina startowała w konkurencji dla osób z dysfunkcją wzroku, a Bugajew w konkurencji dla osób z dysfunkcją jednej ręki.
"Za nami naprawdę długi czas rywalizowania bez flagi narodowej. Bardzo się cieszę, podobnie jak cały mój kraj i wszyscy moi koledzy z drużyny" – powiedziała Woronczykina i dodała, że Rosjanie byli dotychczas dobrze traktowani przez wszystkich we Włoszech, ale nie chciała rozmawiać o ewentualnej rywalizacji z ukraińskimi sportowcami.
Reprezentacja Rosji na tegoroczną paralimpiadę liczy sześcioro sportowców. Międzynarodowy Komitet Paralimpijski (IPC) przyznał im tzw. dziką kartę i pozwolił startować pod flagą narodową i z innymi symbolami, co wzbudziło sprzeciw Ukrainy, Polski i kilkunastu innych krajów, które z tego powodu zbojkotowały piątkową ceremonię otwarcia w Weronie.
W jej trakcie rosyjska flaga oficjalnie powróciła na światową scenę sportową, co spotkało się z buczeniem, gdy rosyjscy sportowcy pojawili się w trakcie tradycyjnej defilady uczestników. Ostatni raz rosyjską flagę wywieszono podczas igrzysk paralimpijskich w Soczi w 2014 roku.
W sobotę wybrzmiał już hymn Ukrainy, ponieważ reprezentanci tego kraju pierwszego dnia imprezy zdobyli sześć medali, w tym trzy złote.
W biathlonie dla osób niedowidzących startowało dwóch reprezentantów Polski. Błażej Bieńko zajął dziewiąte miejsce, a Paweł Gil był 14. Na podium stanęło trzech Ukraińców. Wygrał Ołeksandr Kazik.
