Polscy panczeniści świetnie spisują się w trwających od piątku mistrzostwach Europy. Zdobyli już sześć medali, w tym pięć złotych i prowadzą w klasyfikacji krajów. Tytuł obroniła drużyna sprinterów, z Michalskim, Markiem Kanią i Szymonem Wojtakowskim w składzie.
"Cieszę się, że byłem częścią tej odświeżonej ekipy i nadal jesteśmy mistrzami Europy. Wysłuchać Mazurka Dąbrowskiego przed własną publicznością to wielkie przeżycie. Świetną robotę zrobił Szymon Wojtakowski, utrzymał wysiłek na trzeciej rundzie dużo lepiej niż Holendrzy i Norwegowie, którzy słyną z tego, że potrafią jeździć cały dystans bardzo dobrze. No i wszedł w buty Damiana Żurka, co też nie jest łatwe" – powiedział Michalski.
Najbardziej doświadczony z polskich sprinterów przyznał, że każdy zdobyty medal na imprezie rangi mistrzowskiej to duża dawka motywacji i potwierdzenie dobrze wykonanej pracy na treningach.
"Zdobywanie medali to zawsze jest pozytywna rzecz, duża dawka motywacji, potwierdzenie, że to, co robimy, idzie w dobrym kierunku. Wszyscy jednym głosem będziemy powtarzać, że najważniejsza impreza jest za miesiąc w Mediolanie, ale teraz, w tych mistrzostwach, mamy powiew pozytywnych emocji. Dla nas to bardzo ważne, bo często jesteśmy mocno obciążeni w trakcie sezonu" – tłumaczył.
Michalski w starcie indywidualnym w Arenie Lodowej zajął piąte miejsce w wyścigu na 1000 m, w którym triumfował Żurek. 31-letni łyżwiarz AZS AWF Katowice był zadowolony z tego występu.
"W tym wyścigu moją mocniejszą stroną była dobra jazda pod względem jakości niż szybkości, ale mam nadzieję, że to dopiero początek wchodzenia na większe obroty. Oczywiście, chciałoby się, żeby już teraz było szybciej i znaleźć się na podium, ale mocno trenowaliśmy ostatnio na zgrupowaniu w Inzell i dopiero schodzimy z tych największych obciążeń" – zaznaczył.
W niedzielę, ostatniego dnia mistrzostw Europy w Tomaszowie Maz., Michalski razem z Żurkiem i Kanią będzie rywalizować o medale na najkrótszym dystansie 500 m. Jak podkreślił, ten start ma być wisienką na torcie.
"Wszyscy patrzą na Damiana i gość ma trochę presję, ale świetnie sobie z nią radzi. Patrząc na to, z jaką przewagą wygrał na 1000 m, to można powiedzieć, że zdobycie przez niego drugiego tytułu jest formalnością. A ja się rozkręcam. To jest ta przyjemniejsza część sezonu, bo już nie muszę tak dużo trenować, tylko poskładać wszystko w jedną całość. Mam się jednak na kim wzorować, bo mam obok siebie Damiana, który jeździ łuki najlepiej na świecie i mówię to z pełną odpowiedzialnością jako zawodnik z dużym doświadczeniem" – przekonywał Michalski.
Ostatniego dnia ME, oprócz 500 m mężczyzn, zaplanowano też ich rywalizację na 1500 m i ze startu wspólnego, kobiety pojadą zaś na 1000 m oraz ze startu wspólnego i w wyścigu drużynowym.
