Dla obu zespołów spotkanie miało ogromną stawkę, bowiem tylko finaliści zawodów Pradze uzyskają awans do przyszłorocznych mistrzostw Starego Kontynentu pierwszej dywizji. Mecz przez długie fragmenty był bardzo wyrównany, a zdaniem trenera polskiej reprezentacji Krzysztofa Rachwalskiego to jego zespół miał więcej okazji strzeleckich.
"Po raz kolejny potwierdza się zasada, że nie zawsze wygrywa zespół lepszy, tylko ten, który jest o tę jedną bramkę skuteczniejszy. Mieliśmy dwie świetne sytuacje do przerwy, a w ostatniej kwarcie nie wykorzystaliśmy dwóch krótkich rogów. Na niespełna dwie minuty przed końcem wycofałem bramkarkę i udało nam się nawet strzelić gola, ale niestety, tuż po końcowej syrenie" – powiedział PAP szkoleniowiec.
Rachwalski nie ukrywał rozczarowania brakiem awansu do finału turnieju.
"Start w przyszłorocznych mistrzostwach Europy w Londynie z udziałem 12 najlepszych reprezentacji naszego kontynentu to byłaby wielka szansa i nauka dla naszej drużyny. Staram się jednak też wyciągać pozytywne rzeczy. Mamy zespół w przebudowie, sześć zawodniczek to jeszcze reprezentantki kadry młodzieżowej. Dziewczyny mentalnie podołały temu meczowi i stawce, jaka mu towarzyszyła. Myślę, że to też bardzo dobrze wróży na przyszłość" – podkreślił.
Na zakończenie turnieju Polki w niedzielę zagrają o trzecią lokatę z przegranym drugiego półfinału, w który Czechy zmierzą się z Austrią.
Uczestnicy przyszłorocznych mistrzostw Europy elity mają zapewniony udział w kwalifikacjach do igrzysk olimpijskich. Polki tej szansy nie straciły, ale o tym, czy będą miały prawo udziału walki o paszporty do Los Angeles zadecyduje m.in. pozycja w międzynarodowym rankingu.
