"Udało się 2/3 konkursu, warunki były koszmarne, więc nikt nie powinien mieć pretensji. To była naprawdę dobra i jedyna słuszna decyzja" - ocenił w wypowiedzi dla PAP Szostak-Berda, który po 25 latach sędziowania na skoczniach w kraju i na świecie zakończył karierę po ostatnim konkursie tegorocznego konkursu Turnieju Czterech Skoczni.
Po przerwaniu poniedziałkowego konkursu duet Kacper Tomasiak i Paweł Wąsek sklasyfikowani zostali na drugim miejscu, zdobywając tym samym 27. medal olimpijski w historii startów polskich sportowców na zimowych igrzyskach. zwyciężyli Austriacy Jan Hoerl i Stephan Embacher, a na najniższym stopniu podium stanęli Norwegowie Johan Andre Forfang i Kristoffer Eriksen Sundal.
Zapytany jak ocenia występ biało-czerwonych doświadczony arbiter powiedział, że świetnie.
"Patrząc w ekran telewizora, to były naprawdę dobre próby. Ładne w locie, dobrze wylądowane i tak też ocenione. A sędziowanie na skoczniach w Predazzo nie jest łatwe! Wieże są usytuowane pod takim kątem, że nawet to, czy stoi się na stanowisku A czy D ma ogromne znaczenie. Naprawdę trzeba mieć duże doświadczenie, żeby wydać tam odpowiedni werdykt. Arbitrom na igrzyskach na pewno takiego doświadczenia nie brak" - podkreślił.
Wcześniej indywidualnie Tomasiak wywalczył dwa medale: na normalnej skoczni srebrny i na dużej brązowy.
"Tym bardziej nikt nie powinien uważać, że ten krążek jest przypadkiem. No a Paweł w ostatnich sezonach też dobrze rokował, a to co się z nim przed ZIO działo, moim zdaniem, mogło wynikać ze zmian sprzętowych, które wprowadzono. Nie każdy potrafi się do tego szybko przystosować, czy też wrócić do automatyzmu, który wypracowało się z poprzednim sprzętem" - zauważył Szostak-Berda, który od wielu lat szyje kombinezony dla sportowców, w tym dla skoczków narciarskich.
