Biało-czerwoni po gładkim zwycięstwie nad Łotwą 3:0 w 1/8 finału we wtorek w Sofii zagrają z Niemcami o półfinał. Najbliżsi rywale sprawili niespodziankę, bowiem wyeliminowali gospodarzy po tie-breaku, choć przegrywali już 0:2. Z Bułgarami z kolei podopieczni Nikoli Grbicia ulegli w fazie grupowej 2:3 i była to ich jedyna jak dotąd porażka w tym turnieju.
Makowski uważa, że nie należy cieszyć się, że ominęliśmy w ćwierćfinale gospodarzy mistrzostw. Z jego perspektywy nie ma znaczenia, kto jest przeciwnikiem Polaków w walce o półfinał.
"Dla Bułgarów to na pewno duży cios, że odpadli już na tym etapie turnieju. Być może gdybyśmy grali z Bułgarami, to dla kibiców, szczególnie miejscowych, byłoby to ciekawsze widowisko, a hala w Sofii wypełniłaby się do ostatniego miejsca. A teraz trudno powiedzieć, ilu kibiców przyjdzie, gdy już nie ma gospodarzy. Mie ma co się zastanawiać, z kim by było lepiej zagrać, z kim gorzej. Trzeba wyjść na parkiet i wygrać. Skoro Niemcy pokonali Bułgarów, to znaczy, że jest to bardzo mocna reprezentacja z dobrym trenerem. Wyjść z 0:2 z Bułgarami to na pewno nie jest coś łatwego. Widać, że to zespół głodny sukcesów, głodny wygrywania i trochę też odmłodzony" – powiedział PAP obecny prezes Pałacu Bydgoszcz.
A selekcjonerem niemieckich siatkarzy jest Włoch Massimo Botti, bardzo dobrze znany w Polsce, bowiem nie tak dawno prowadził Bogdankę LUK Lublin oraz Asseco Resovię Rzeszów. Doskonale zna polskich reprezentantów, bowiem z kilkoma współpracował, a z wieloma wielokrotnie rywalizował na ligowych parkietach.
"Trudno powiedzieć, czy to będzie jakiś atut naszych rywali. Botti nie pracował w Bułgarii, a potrafił ich pokonać. Natomiast, jeśli polska reprezentacja zagra tak, jak potrafi, to będzie murowanym faworytem tego ćwierćfinału" – przyznał Makowski, który przypomniał, że przeciwnik ma też swoje kłopoty. W trakcie turnieju kontuzje wykluczyły dwóch graczy – przyjmującego Moritza Karlitzka i rozgrywającego Johannesa Tille.
Zdaniem Makowskiego celem polskiej reprezentacji jest awans do finału. Liczy on, że w decydującym meczu biało-czerwoni zmierzą się z Włochami.
"Wiadomo, że każdy turniej bez medalu uznawany jest u nas za porażkę. Wszyscy spodziewają się gry w finale i do tego ten zespół został stworzony. Obserwując grę Polaków na tej imprezie trudno się do czegoś przyczepić. Owszem, mecz z Bułgarami nie poszedł po naszej myśli. Mogliśmy jednak wygrać nawet 3:0, bo do połowy drugiego seta mieliśmy spotkanie pod kontrolą. Popełnialiśmy seriami błędy, które zwykle nam się nie zdarzają, natomiast trzeba oddać rywalom, że zagrali bardzo dobre zawody. W Polsce mamy jednak ogromny potencjał, jeśli chodzi o męską siatkówkę, pytanie tylko, co na to Włosi? Nie ukrywam, że liczę na taki finał" – wyjaśnił.
Były selekcjoner kobiecej kadry był krótko w Sofii i obejrzał dwa spotkania Polaków na żywo – z Ukrainą i Bułgarią.
"Mecz z Bułgarami wyglądał całkiem fajnie, spore zainteresowanie, bardzo dużo kibiców. Na innych meczach z frekwencją wyglądało to już nieco słabiej. Jak porównamy organizację do turniejów, które odbywają się w Polsce, to chyba nie ma co porównywać" – podsumował Makowski.
