Przed rajdem Dąbrowski zapowiadał walkę o „10" w klasyfikacji generalnej oraz podium w klasie Rally 2 i już po dwóch dniach rywalizacji był bliski tego celu. Jednak w poniedziałek miał wywrotkę i się poobijał, a najbardziej ucierpiał nadgarstek prawej ręki. Ból musiał blokować zastrzykami, co przed dwudniowym etapem maratońskim - z noclegiem na pustyni - źle wróżyło. Okazało się jednak, że w czwartek opuchlizna ustąpiła i ręka powoli wraca do sprawności.
"W środę z ręką było kiepsko, ciężko mi się jechało, szczególnie w ciasnych zakrętach, i trzy razy się przewróciłem, bo miałem za mały zakres ruchu. Teraz jest znacznie lepiej, nadgarstek jest sporo mniejszy, a ja zaliczyłem tylko jeden upadek" – powiedział na mecie piątego etapu.
"Trochę byłem przygnębiony tą kontuzją i stratą czasową, bo jeszcze tyle tysięcy kilometrów przed nami, że jazda z bólem była smutną perspektywą. Ale teraz znów jestem optymistą" – dodał.
Zawodnik Duust Rally Teamu był bardzo zadowolony z czwartkowego wyniku. Zwrócił jednak uwagę na kłopoty rywali.
"Pierwszy raz w Top 10 „generalki”... Jak na ten etap rajdu, to jestem bardzo wysoko. Ale dziwnie się ten Dakar układa. Strasznie dużo nas ubyło w ciągu dwóch ostatnich dni. Na biwaku wszyscy byliśmy razem, to się nasłuchałem różnych historii. To, ile razy był helikopter wzywany w środę, to ja nie pamiętam takiego odcinka" – podkreślił.
Zapewnił, że mimo dotychczasowych przygód czuje się dobrze, ale sobotni odpoczynek w Rijadzie mu się przyda.
"Trochę jestem sponiewierany, ale generalnie jest nieźle. Fizycznie czuję się dobrze, na pewno lepiej niż kiedykolwiek po piątym dniu Dakaru. W sobotę dzień przerwy w Rijadzie, więc mój nadgarstek spędzi dużo czasu w wodzie z lodem" – powiedział.
W piątek uczestników Dakaru czeka szósty etap z Hail do Rijadu, gdzie w sobotę przewidziano jedyny dzień przerwy w rajdzie.
