Polska Agencja Prasowa: Co szef WADA chciałby dostać na święta?
Witold Bańka: "Jeśli odpowiedź ma być możliwie konkretna, to większy budżet na naukę. Mam takie przekonanie, że owszem, system antydopingowy się rozwija, ale ci wszyscy, co oszukują w sposób wyrafinowany, dużo inwestują m.in. w substancje, po których szybko nie ma śladu w organizmie. Dlatego potrzebujemy dużo więcej środków na naukę, na pracę nad nowymi metodami wykrywania zabronionych środków".
Myślałem, że odruchowo powie pan "żeby WADA w ogóle nie była potrzebna".
"Taka odpowiedź nie wchodziła w grę, bo jestem realistą. WADA zawsze będzie potrzebna, jak zawsze będziemy potrzebować policji, prokuratury, aby żyć w bezpiecznym społeczeństwie. Naszym zadaniem jest po prostu być efektywniejszym, silniejszym, ale nie mam złudzeń, że kiedykolwiek całkowicie wyeliminujemy doping ze sportu".
A czy doping nadal jest poważnym problemem?
"W moim odczuciu, niestety tak. Wciąż nie brakuje osób gotowych oszukiwać, aby wygrać. System antydopingowy jest dziś dużo silniejszy, jeśli chodzi o metody, jakimi dysponujemy. Zakres naszego działania jest szerszy. Nie znaczy to jednak, że dopingowiczów jest mniej".
Mam jednak wrażenie, że dyskwalifikacji jest mniej.
"To, co na pewno się zmieniło, to dużo większa świadomość sportowców. W przeszłości mieliśmy bardzo dużą liczbę przypadków, które były wynikiem błędów popełnianych przez sportowców, a wynikających z absolutnego braku ich wiedzy, a nie ze złych intencji. Oni nie chcieli oszukiwać, po prostu nie wiedzieli, że zabroniona substancja może być w lekach przeciwgrypowych, w pożywieniu, odżywkach. Ludzie rujnowali sobie karierę z braku wiedzy i też z głupoty".
"Edukacja, paradoksalnie, to jest bardzo świeża sprawa. Departament Edukacji w WADA powstał w 2019 roku. Teraz mamy platformę ADEL z kursami internetowymi dla wszystkich, dla młodzieży, dla dzieci, dla trenerów, dla przedstawicieli mediów. Sportowcy, którzy wybierają się na igrzyska olimpijskie czy paralimpijskie, praktycznie mają obowiązek przejścia przez stosowny kurs. W niektórych krajach staje się to obowiązkowe, żeby w ogóle zostać olimpijczykiem. Dziś nie ma wymówek, że o czymś się nie wiedziało".
Czy wewnątrz WADA są głosy, żeby w tej pogoni za oszustami jednak trochę zdjąć nogę z gazu? Choćby o to, aby oszczędzić tych, co oszukiwać nie chcieli, a wpadli z powodu zanieczyszczenia leków czy odżywek.
"Nogi z gazu zdejmować nie chcemy, ale jesteśmy świadomi takiego problemu. Wraz z rozwojem technologii nasze laboratoria wykrywają już niewielkie ilości substancji. I tutaj pojawia się dylemat, czy znalazły się w organizmie z powodu zanieczyszczenia jakiegoś produktu, czy są efektem tzw. mikrodawkowania. Mamy specjalną grupę naukowców, którzy nad tym teraz pracują. W niektórych substancjach zostały podniesione poziomy wykrywalności i mniejsze ilości w ogóle nie są raportowane".
A są środowiska sportowców postulujące złagodzenie polityki antydopingowej? Powiedział pan, że wszyscy chcemy żyć w bezpiecznych społeczeństwach i to jest prawda, ale raczej nie chcemy żyć w państwie policyjnym.
"Wydaje mi się, że stanowisko sportowców jest wręcz przeciwne. Raczej jest oczekiwanie, żebyśmy byli jeszcze bardziej efektywni. Generalnie wśród zawodników jest bardzo duże zrozumienie dla wyzwań stojących przed antydopingiem. Nie spotkałem się z żadnym sportowcem, który by powiedział, że np. ciągłe dostarczanie informacji o miejscu pobytu to jest przesada".
Rocznie na świecie liczba pobieranych próbek krwi i moczu zbliża się do 300 tysięcy. Ponad 99 procent z nich jest "czysta". W pana odczuciu ten niespełna jeden procent próbek wskazujących na doping to dużo czy mało?
"Bardzo dobre pytanie, na które nie umiem jednoznacznie odpowiedzieć. Moim zdaniem powinno być więcej wykrytych przypadków dopingu. Oczywiście, można byłoby ich liczbę dość łatwo podnieść, np. przez zwiększenie liczby testów w kulturystyce, ale nie o to chodzi".
Czyli intuicyjnie czuje pan, że oszustów jest więcej niż ci, którzy wpadają? Tymczasem ubiegłoroczne igrzyska w Paryżu oszczędziły nam poważnych skandali dopingowych.
"Jest pytanie, czy wypłynie coś z czasem, bo choć nasze laboratoria dysponują teraz dużo lepszą technologią, to nie można tego wykluczyć. Uważam, że na ocenę ostatnich igrzysk przyjdzie czas za kilka lat, kiedy dojdzie do reanalizy próbek z Paryża. Dopiero po wielu latach, po nowych technologiach, które wprowadziliśmy, nagle się okazało, że m.in. igrzyska Londyn 2012, były tymi, na których sporo medali odebrano".
Czyli mogę być trochę naiwny myśląc, że stopień oszukiwania jest mniejszy?
"Ja trochę jestem po pana stronie, dlatego, że też wierzę, iż zdecydowaną większość sportowców cechuje uczciwość. Ale oczywiście jest też grupa, która po prostu kłamie i oszukuje. Zupełnie jak w innych dziedzinach życia".
