Djoković wciąż wierzy w 25. tytuł wielkoszlemowy. "Nie myślę o zakończeniu kariery"

Novak Djoković po porażce w finale Australian Open z Carlosem Alcarazem.
Novak Djoković po porażce w finale Australian Open z Carlosem Alcarazem.REUTERS/Edgar Su

Po dwóch burzliwych tygodniach pożegnanie Novaka Djokovicia z Melbourne przebiegło spokojnie. Gdy jego pogromca Carlos Alcaraz w poniedziałek podczas sesji zdjęciowej z trofeum przed Royal Exhibition Building delektował się smakiem triumfu i dochodził do siebie po długiej nocy świętowania, Serb z dala od blasku reflektorów wyruszył w podróż do domu. W bagażu miał srebrną tacę za drugie miejsce, intensywne wspomnienia i świadomość, że wciąż jest bardzo blisko celu.

Blisko, by napisać kolejny rozdział historii sportu; blisko, by spełnić marzenie o 25. tytule wielkoszlemowym w zaawansowanym wieku tenisowym – i delikatnie, ale stanowczo zepchnąć Australijkę Margaret Court z dotychczas współdzielonego tronu rekordzistki. "Zawsze wierzę, że mogę to osiągnąć. W przeciwnym razie nie wychodziłbym na kort", powiedział Djoković w niedzielny wieczór na obiekcie w Melbourne Park. Właśnie tam, gdzie chwilę wcześniej po raz pierwszy przegrał finał w jedenastym podejściu.

Serb podkreślił, że cieszy się, iż zdołał stoczyć z Alcarazem wielką walkę – a także z "nierealnego" pięciosetowego zwycięstwa nad obrońcą tytułu Jannikiem Sinnerem dwa dni wcześniej. "Wiedziałem, że prawdopodobnie będę musiał pokonać obu w drodze po tytuł. Jednego pokonałem, więc byłem bliżej niż rok temu", wyliczył Djoković. "To bardzo miłe, ale wciąż za mało".

Djoković wciąż na najwyższym poziomie

Po czterech półfinałowych porażkach w turniejach wielkoszlemowych w 2025 roku, te dni w Melbourne dodały najlepszemu tenisiście w historii nowej pewności siebie. A może raczej nowej wiary – bo pewności siebie Serbowi raczej nigdy nie zabraknie. Teraz znów jest w ścisłej światowej czołówce i głodny sukcesów jak zawsze. "Będę dalej naciskał i zobaczę, czy dostanę jeszcze jedną szansę", zapowiedział mistrz olimpijski.

Choć Djoković wydaje się obecnie znacznie bardziej wyluzowany i w niedzielę pokazał klasę jako przegrany, wciąż płonie w nim ogień. W Melbourne, gdzie wielokrotnie potrafił porwać całe trybuny na swoją stronę, było to widoczne jak nigdy.

Nawet jeśli podczas ceremonii wręczenia nagród można było wyczuć lekki powiew pożegnania z Australią, jedno jest pewne: Djoković na pewno powalczy jeszcze w pozostałych turniejach wielkoszlemowych w tym roku. Wie już bowiem, jak niewiele mu brakuje. A to, w wieku niemal 39 lat, w erze zdominowanej przez dwóch wyjątkowych zawodników na początku swoich 20. lat, jest czymś naprawdę wyjątkowym.

Skupienie na czasie z rodziną

Niewykluczone, że w pogoni za kolejną wielkoszlemową chwałą wkrótce znów będzie musiał zmierzyć się z Alexanderem Zverevem. Niemiec, obecnie czwarty na świecie tuż za Djokoviciem, także w Melbourne wrócił do ścisłej światowej czołówki. Razem z Serbem i Lorenzo Musettim z Włoch tworzą teraz coś w rodzaju trzyosobowej rady "Best of the Rest". Wiele wskazuje na to, że to właśnie jeden z tej trójki może w przyszłości przerwać trwającą już dziewięć turniejów wielkoszlemowych dominację Sinnera i Alcaraza.

Na razie jednak Djoković, zanim rozpocznie kolejny wielki atak podczas French Open, chce nabrać sił. Teraz najbardziej cieszy się na powrót do rodziny. "To jedyne, o czym teraz myślę: przytulić moich najbliższych" – powiedział żegnając się z Melbourne.

Wil jij jouw toestemming voor het tonen van reclames voor weddenschappen intrekken?
Ja, verander instellingen