Świątek początkowo miała spore problemy ze 130. w zestawieniu WTA rywalką. W pierwszym secie Polka została dwukrotnie przełamana, ale odrobiła straty i zwyciężyła w tie-breaku.
W drugiej odsłonie faworytka szybko wyszła na prowadzenie 3:0, w tym po dwóch wygranych gemach przy serwisie rywalki. Wtedy Chinka poprosiła o przerwę medyczną na rozmasowanie pleców, a gdy wróciła, doprowadziła do stanu 2:3 i walka znów stała się wyrównana.
Ostatecznie to jednak Świątek pozostaje w Melbourne w walce o jedyne wielkoszlemowe trofeum, którego jeszcze nigdy nie zdobyła. Spotkanie trwało równo dwie godziny.
"Były momenty, kiedy czułam się świetnie, ale początek meczu nie był idealny. Cieszę się, że udało mi się znaleźć rozwiązanie i skończyć w dwóch setach. Grałam bardziej agresywniej i precyzyjniej" - oceniła swój występ Świątek.
Zapytana, czy woli, kiedy pierwsze rundy idą gładko, czy nieco ciężej, przyznała, że trudno stwierdzić, co jest lepsze.
"Jeśli zagrasz cztery trzysetowe mecze, to na pewno odbije się to na ciele. Natomiast gdy grasz łatwe mecze, to nagłe pojawienie się wyzwania w środku turnieju może wiązać się z presją, możesz poczuć się zardzewiałym" - rozważała.
"Miałam już obie te sytuacje. Częściej łatwo wygrywałam pierwsze rundy. Nie ma co tego przesadnie analizować. Trzeba być gotowym na kolejny mecz, wyciągnąć lekcje z ostatniego, dlaczego było trochę ciężej i spróbować się poprawić" - dodała.
Świątek kolejne spotkanie rozegra dopiero po dwóch dniach przerwy. W czwartek w drugiej rundzie jej rywalką będzie Marie Bouzkova. Czeszka wygrała z Meksykanką Renatą Zarazuą 6:2, 7:5. Świątek z Bouzkovą ma bilans 2-0.
"Jest tutaj kilka restauracji, do których lubię chodzić, plaża też zawsze jest na liście. Na pewno jednak będziemy też trenowali, a wtedy pół dnia schodzi na korcie" - powiedziała Świątek o planach na najbliższe dni.
