Świątek w Melbourne nauczyła się, że trudno jest wygrywać w Szlemach

Świątek w Melbourne nauczyła się, że trudno jest wygrywać w Szlemach
Świątek w Melbourne nauczyła się, że trudno jest wygrywać w SzlemachPhoto by BRENDON THORNE / GETTY IMAGES ASIAPAC / GETTY IMAGES VIA AFP

Australian Open 2019 był pierwszym turniejem rangi WTA, w którym zagrała Iga Świątek. Odpadła wówczas w drugiej rundzie i przekonała się, że w Wielkich Szlemach nie jest łatwo wygrywać. - Zrozumiałam, że wszystko robi się krok po kroku - powiedziała u progu tegorocznej edycji.

Od sezonu 2019 niespełna 18-letnia wówczas Świątek postanowiła spróbować sił w tenisowej ekstraklasie, jaką jest cykl WTA. Zaczęła od Auckland w Nowej Zelandii, ale tam nie przebrnęła eliminacji.

Do Melbourne pojechała jako 177. zawodniczka światowego rankingu. W pierwszej rundzie kwalifikacji AO pokonała notowaną 68 pozycji wyżej Serbkę Olgę Danilović, choć pierwszego seta przegrała 1:6. Dwa kolejne wygrane mecze dały jej prawo startu w turnieju głównym.

Zaczęła go od zwycięstwa z 82. na liście WTA Rumunką Aną Bogdan. Później jednak gładko uległa rozstawionej z numerem 27. Włoszce Camili Giorgi 2:6, 0:6.

"Z tamtego turnieju przede wszystkim pamiętam tę drugą rundę, którą przegrałam z Giorgi. To był dla mnie kosmiczny tenis, kosmiczne tempo. Nie wiedziałam jakim cudem miałabym kiedyś za taką grą nadążyć, co powinnam zrobić, żeby jeszcze się rozwinąć" - przyznała Świątek zapytana przez PAP o wspomnienia z AO 2019.

"Nie do końca rozumiałam, że nie jest tak, że jak pojedzie się na Wielkiego Szlema, to od razu zrobi się jakiś niesamowity wynik. Dopiero po turnieju byłam w stanie docenić tę drugą rundę. Zrozumiałam, że wszystko robi się krok po kroku" - dodała.

Na niesamowity wynik w Melbourne trzeba było poczekać do 2022 roku, gdy zatrzymała się dopiero w półfinale. Ten sam etap powtórzyła w ubiegłorocznej edycji. Wówczas była dosłownie o krok od finału, bo w półfinale z późniejszą triumfatorką Amerykanką Madison Keys nie wykorzystała piłki meczowej.

Po ubiegłorocznym triumfie w Wimbledonie Świątek przyjechała do Australii jako sześciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa. Triumf w AO będzie oznaczał skompletowanie Karierowego Wielkiego Szlema, bo wygrywała także cztery razy we French Open i raz w US Open.

"Byłoby to spełnienie marzenia, ale nie jest to (Karierowy Wielki Szlem - PAP) cel, o którym myślę po obudzeniu. Więcej myślę o tym, jak chcę grać, co chcę poprawić. Koncentruję się na codziennej pracy. Zawsze tak robiłam. W ten sposób osiągnęłam wcześniejsze sukcesy" - podkreśliła Świątek na konferencji prasowej.

Wiceliderka rankingu formę sprawdziła w pierwszej połowie stycznia w turnieju drużyn mieszanych United Cup. Choć Polska odniosła w nim historyczny triumf, to Świątek akurat w nim nie błyszczała. W półfinale z USA uległa Coco Gauff, a w finale ze Szwajcarią przegrała z Belindą Bencic.

"Nie powiedziałabym, że w Sydney prezentowałam swój najlepszy tenis. To nie był łatwy początek. Wciąż muszę pracować nad różnymi rzeczami" - przyznała wprost Świątek.

Polka przypomniała też, że zdarzyła się edycja United Cup, gdy wygrała wszystkie swoje mecze (w 2024 roku), ale na końcowy triumf to się nie przełożyło. Mimo singlowych porażek, zdobycie trofeum z drużyną sprawiło jej dużo radości.

"Poprzednio taką frajdę miałam po zwycięstwie w Wimbledonie, więc już trochę czasu temu" - zaznaczyła.

W pierwszej rundzie AO jej rywalką będzie w poniedziałek chińska kwalifikantka Yue Yuan.

Wil jij jouw toestemming voor het tonen van reclames voor weddenschappen intrekken?
Ja, verander instellingen