Kamil Majchrzak dostał się do turnieju w Brisbane jako "szczęśliwy przegrany" z kwalifikacji, gdzie lepszy od niego był Francuz Quentin Halys. Polak wykorzystał swoją szansę i dotarł do ćwierćfinału, gdzie czekało na niego trudne zadanie, bo jego rywalem był były numer jeden na świecie i najwyżej rozstawiony – Daniił Miedwiediew.
Polak miał trudne wejście w mecz, bo już w pierwszym gemie Rosjanin wywalczył trzy break pointy, ale Kamil się wybronił, a następnie przełamał rywala w czwartym gemie. Niestety nie potwierdził tego i z wyniku 3:1, szybko zrobiło się 3:3. W dalszej części seta nie mieliśmy okazji na przełamanie, a jego losy rozstrzygnęły się w tie-breaku. Tam Polak przegrywał 2-3 i Daniił miał dwa serwisy, ale wtedy nastąpiło załamanie w jego grze i ostatecznie to Kamil wygrał 7-4.

Reprezentant Polski szedł za ciosem, miał trzy break pointy w trzecim gemie drugiego seta, ale wtedy Miedwiediew wszedł na wyższy poziom, z którego już nie chciał zejść. Rosjanin się wybronił, a później przełamał Kamila w szóstym gemie i wygrał całą partię 6:3.
Trzecia odsłona to już dominacja faworyta, który "skradł" serwis Polaka już w pierwszym gemie, powtórzył to w piątym i pewnie kroczył do zwycięstwa. Zyskał piłkę meczową już przy wyniku 5:1 i serwisie Majchrzaka, który zdołał się wybronić i wygrać gema, ale przy swoim podaniu Miedwiediew był już bezlitosny, nie stracił punktu, co dało mu triumf w całym meczu 6:7(4); 6:3; 6:2.
