Jeszcze przed rozpoczęciem meczu obie zawodniczki wiedziały dwie rzeczy. Po pierwsze, zwyciężczyni tego pojedynku zagra z Karoliną Muchovą (13. WTA), a po drugie tytuł jest do wzięcia, ponieważ jego obrończyni – Mirra Andriejewa (8 .WTA) – odpadła chwilę przed ich wyjściem na kort.
Sprawdź szczegóły meczu Świątek – Sakkari w Indian Wells
Było trochę nerwów, potem złapała rytm
Greczynka to ostatnia zawodniczka, z którą Świątek przegrała w WTA Tour, co oznacza, że miały przed tym starciem idealny bilans 4-4 w starciach bezpośrednich. Polka zaczęła jednak niepewnie, szybko oddając break pointa. Zgasiła go drugim podaniem, by moment później błędem podwójnym dopuścić do kolejnego. Za trzecim razem poległa, zaś Sakkari swojego gema otworzyła i zamknęła asem. Miała wprawdzie kłopoty w trakcie, lecz tyle z powodu Igi, co swojej niedokładności.
Dopiero w trzecim gemie Polka nieco się uspokoiła, a jej gra – wciąż czytelna, za to szybka i bardziej precyzyjna – pozwoliła otworzyć konto. W czwartym przy returnie była już drapieżna i potwornie mocna, pozwalając Sakkari tylko na punkt. Tylko serwis wciąż zdradzał niepewność, do piątego gema czekaliśmy na głośne „jazda!” po asie (pierwszym i ostatnim, zresztą).
Zaczęło iść i obie zawodniczki rozegrały po jednym popisowym gemie serwisowym zanim Świątek wyczuła swój moment w ósmym gemie. Imponującą wymianą oszukała Greczynkę na wagę przełamania, a cała przewaga psychologiczna Marii z początku partii była tylko wspomnieniem. Serwis Polki utrzymał 30-latkę na dystans w decydującym gemie, dając rozpędzonej Idze 6:3 po 44 minutach.
Nie pozwoliła odwrócić meczu
O ile pierwszy set zaczął się z Sakkari optycznie o krok przed Świątek, o tyle w drugim początkowo Maria była o parę długości za Polką: nie ugrała choćby punktu przy swoim serwisie i nie była w stanie odczytać, gdzie pójdzie piłka. Nawet gdy pierwsze podanie nie działało, Sakkari przy każdej piłce musiała mieć się na baczności i dopiero w serwisie znalazła oparcie na 1:2, uciekając przed drugim przełamaniem w secie i przerywając serię pięciu przegranych gemów.
Zaczęła szukać sposobu na Polkę długością piłek i Iga chciała jej odpłacić skrótem, który nie przeszedł siatki i oznaczał break pointy. Dwa zniwelowane, ale też dwa fantastyczne forhendy Sakkari w narożnik pozwoliły przy czwartej okazji odrobić stratę i przejąć inicjatywę. Dopiero za czwartym razem nie zmieściła piłki forhendem i tym otworzyła Polce drogę do drugiego przełamania, zresztą uzyskanego tą samą bronią!
Na tym etapie mecz i taktycznie, i fizycznie oglądało się świetnie – zawodniczki testowały swoje możliwości. Niewymuszone błędy były rzadkie i kosztowne, jak zbyt krótki skrót Sakkari, który dał Polce 4:2. Choć skrupulatnie budowała punkty i z 0:30 wróciła do 40:30, to ponownie dała się przełamać – return Polki był za mocny i Świątek mogła nowymi piłkami serwować na mecz. Jeden return Greczynce wszedł, na więcej świetnie dysponowana Polka nie pozwoliła. Po godzinie i 26 minutach świętowała wygraną 6:3, 6:2.

