Sztokholm był pierwszym przystankiem w zawodowej karierze Świątek. Pod koniec października w debiutanckim starcie od razu wygrała cały turniej. Pozostała w stolicy Szwecji i z marszu wzięła udział w kolejnej imprezie. Jeszcze tego samego dnia po finale czekało ją spotkanie w kwalifikacjach. Przebrnęła je, a w drugiej rundzie zasadniczych zmagań pokonała Chwalińską, która wówczas zajmowała 899. miejsce w światowym rankingu. Tenisistka z Dąbrowy Górniczej zawodową karierę zaczęła bowiem pół roku wcześniej.
Chwalińska zadebiutowała w kwietniu kwalifikacjami do turnieju WTA 250 w Katowicach. Przegrała jednak w pierwszej rundzie z powoli kończącą karierę Słowaczką Danielą Hantuchovą 0:6, 2:6. Pierwsze rankingowe punkty zdobyła w czerwcu w imprezie ITF w Toruniu.
Kilka dni przed ich meczem w Sztokholmie rozmawiał z nimi szwedzki dziennikarz Jonas Arnesen, a wideo można obejrzeć na jego youtubowym kanale. Ostatnie pytanie, jakie im zadał, brzmi: Która będzie liderką rankingu, a która będzie druga?
"Będziemy się zmieniały" - odparła Świątek.
"Tak, mamy plan. Ja wygram Australian Open, ona French Open, ja Wimbledon, a ona US Open" - doprecyzowała Chwalińska.
W kolejnych latach sporą część tego planu udało się zrealizować. Świątek na tenisowe salony wdarła się szturmem, wygrywając French Open w 2020 roku. Później w Paryżu najlepsza była jeszcze trzy razy, do tego ma po jednym triumfie w Wimbledonie i US Open. Na szczycie rankingu łącznie spędziła 125 tygodni.
Droga Chwalińskiej okazała się jednak znacznie cięższa. Gdy Świątek wygrywała pierwsze French Open, Chwalińska uważana za zbyt niską, aby odnieść sukces w tenisie, znalazła się na zakręcie. Kontuzja nadgarstka, brak wiary w siebie, aż w końcu zdiagnozowana depresja. W czerwcu 2021 oficjalnie poinformowała o swoich problemach i zawieszeniu kariery.

Wznowiła ją po kilku miesiącach. Latem 2022 przebrnęła kwalifikacje do Wimbledonu i zaliczyła wielkoszlemowy debiut. Wydawało się, że wszystko zaczyna iść po jej myśli. Wkrótce jednak czekała ją kolejna przerwa - tym razem półroczna z powodu kontuzji kolana. Tak na dobrą sprawę dopiero sezon 2024 był tym, w którym mogła rywalizować bez większych problemów. Prawdziwy przełom nastąpił kilka miesięcy temu, kiedy przeszła drogę od kwalifikacji do finału French Open.
Zanotowała wówczas wielki skok w rankingu - z drugiej setki do trzeciej dziesiątki. Teraz w Wuhan ustanowi nowy najlepszy wynik, bo w poniedziałek na pewno zadebiutuje w drugiej dziesiątce. Obecnie wirtualnie jest 16., ale jeśli wygra chiński turniej, będzie 11.
Dla dziewiątej na liście WTA Świątek końcówka turnieju w Chinach też ma wielkie znaczenie. Jeśli zdobędzie tytuł, wyprzedzi Czeszkę Karolinę Muchovą w rankingu "Race to the WTA Finals", który wyłoni osiem uczestniczek kończącego sezon turnieju w Indian Wells (8-15 listopada). Pozostało już tylko jedno miejsce, a w walce o nie liczy się także Ukrainka Marta Kostiuk.
W drugiej parze półfinałowej spotkają się Łotyszka Jelena Ostapenko, prowadzona przez trenera Piotra Sierzputowskiego, oraz 170. w światowym rankingu Brytyjka Sonay Kartal. W sobotę wyjdą na kort jako pierwsze, o godzinie 11 czasu polskiego. Mecz Polek zacznie się jako następny.
