Do samego końca udział Iranu w turnieju nie był pewny ze względu na konflikt zbrojny z gospodarzami największej liczby spotkań - USA. W niedzielę ogłoszono memorandum o porozumieniu w sprawie natychmiastowego zakończenia wojny na Bliskim Wschodzie na wszystkich frontach i dopiero tego dnia podopieczni Ghalenoeia wjechali na teren Stanów Zjednoczonych.
Przed rozpoczęciem spotkania pod stadionem odbył się protest z udziałem kilkuset osób, głównie irańskich mieszkańców Los Angeles. W wypowiedziach dla Reutersa jego uczestnicy nie ukrywali, że są rozdarci pomiędzy ekscytacją wielką imprezą sportową, złością na rząd Iranu za krwawe tłumienie styczniowych manifestacji i niechęcią do amerykańskich władz. Gdy wybrzmiały hymny, temu irańskiemu towarzyszyły głośne gwizdy z trybun.
Ghalenoei powiedział na konferencji prasowej, że po remisie z Nową Zelandią zespół z Bliskiego Wschodu dostał nakaz natychmiastowego opuszczenia terenu Stanów Zjednoczonych. Nie sprecyzował jednak, kto ten nakaz wydał. Baza treningowa Iranu mieści się w meksykańskiej Tijuanie.
"Nie dali nam nawet czasu na odpoczynek. Po meczu powiedzieli: “Musicie natychmiast wyjechać”. Dla nas czas na odpoczynek jest bardzo ważny, ale wymaga się od nas, żebyśmy wsiedli do samolotu i wrócili do naszej bazy w Tijuanie. To dla nas naprawdę jest problem" - nie ukrywał.
"Nie wiem, dlaczego każą nam wracać. To bardzo dziwne. Wygląda na to, że inni układają nam plan. Decyzje dotyczące nas są podejmowane gdzie indziej. Mieliśmy przyjechać dwa dni przed meczem, zostać tu dziś, żeby odpocząć, i wrócić jutro w porze obiadu. Mam wrażenie, że jesteśmy najgorzej traktowaną drużyną w mundialu" - dodał Ghalenoei.
Szkoleniowiec, a także kapitan zespołu Mehdi Taremi, byli też rozżaleni, że nie ma z nimi kilku członków sztabu trenerskiego i prezesa rodzimej federacji, którzy nie otrzymali wiz.
"Mamy już teraz wyjechać z Los Angeles, a to nam nie służy. FIFA chyba powinna nas bardziej wesprzeć. To wszystko to dla nas katastrofa" - powiedział Taremi.
