Aalbu powiedział norweskiej gazecie "VG", że gdy odebrał telefon z nieznanego niemieckiego numeru, pomyślał, że policja dzwoni, aby poinformować go o najnowszych ustaleniach w sprawie skradzionego sprzętu. Okazało się, że był to złodziej, który... oferował zwrot rzeczy.
"Bardzo przepraszał, więc powiedziałem tylko: - Dziękuję za telefon, mam nadzieję, że uda się panu skontaktować z organizatorami z Willingen i dostarczyć tam cały sprzęt. Powiedział, że to zrobi, ale nic więcej na ten temat nie słyszałem" – powiedział prezes norweskiej federacji narciarskiej.
"To najwyraźniej ktoś, kto głęboko żałuje tego, co zrobił, i prawdopodobnie obawia się konsekwencji" – dodał.
Norweska ekipa została okradziona w Willingen w nocy z soboty na niedzielę. Z szatni zginęły kaski, gogle, kurtki i rękawice. Część sprzętu była przeznaczona na zimowe igrzyska olimpijskie w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo, które rozpoczynają się w piątek.
