Na tej samej fazie rywalizację skończyła Aleksandra Król-Walas.
22-letnia Maderova, pochodząca z Liberca, w każdym starcie jechała brawurowo, mijając kolejne chorągiewki bardzo blisko.
"Zwycięzcy nie rodzą się ze strachu. Rano powiedziałam sobie, że dam po prostu z siebie wszystko i zobaczymy, co z tego wyjdzie. Albo się uda, albo nie. Lepiej jechać szybko i zostać zdyskwalifikowaną za ominięcie bramki, niż jechać wolno i być gdzieś z tyłu. Od początku wszystko mi odpowiadało, śnieg, idealnie przygotowana, pięknie wytyczona trasa. Powtarzałam sobie: idź na całość, dziś albo nigdy. I zrobiłam to" - mówiła dziennikarzom po triumfie.
Podczas ceremonii medalowej nie mogła uwierzyć, że przy jej nazwisku pojawia się określenie mistrzyni olimpijska. Odebrała tysiące gratulacji, w tym od prezydenta Czech Petra Pavla i kibiców, którzy stworzyli w Livigno niesamowitą atmosferę. Przybyli tu dla Ester Ledeckiej, trzykrotnej mistrzyni olimpijskiej, w tym dwukrotnej (2018 i 2022) w snowboardzie. Świętowali sukces Maderovej.
"Mieliśmy tu wspaniałe wsparcie, bardzo to doceniam. To było niesamowite. W dużej mierze to, co się tu działo, zdarzyło się dzięki Ester. Widziałam pana Prezydenta zaraz po pierwszym przejeździe, a potem po każdym kolejnym, jak kibicuje i cieszy się razem ze mną. Po zawodach powiedział mi, że dziękuje w imieniu Republiki Czeskiej, że gratuluje, że to wspaniałe" - opowiadała Maderova.
Snowboardzistka, której gratulowali także inni czescy politycy na portalach społecznościowych, w tym premier Andrej Babisz, przyznała, że nie ma pojęcia, jak złoty medal olimpijski zmieni jej życie.
"Na razie nie potrafię sobie tego wyobrazić, jak to jest żyć jako mistrzyni olimpijska, ale chyba wkrótce się o tym przekonam" - dodała z uśmiechem.
Ledecka cieszyła się sukcesem młodszej koleżanki, ale rozczarowania swoim startem nie kryła.
"Zasłużyła (Zuzana - PAP) na to. Jeździła świetnie i przez cały sezon poprawiała swoje wyniki. Świetnie" – oceniła Ledecka, która walkę o półfinał przegrała z Austriaczką Sabine Payer. Tę pokonała w finale właśnie Maderova.
Ledecka, która po raz ostatni w wielkiej imprezie nie awansowała do półfinałów w 2015 roku (mistrzostwa świata), przyznała, że musiała sobie radzić w Livigno z wielką presją. Przeprosiła też prezydenta Czech Petra Pavla, który wraz z małżonką i liczną grupą rodaków, przyjechał na niedzielne zawody.
"To jest sport, a wiele osób nie zdaje sobie z tego sprawy. Presja jest ogromna, dużo większa ze strony mediów i opinii publicznej. Przed zawodami pisali do mnie ludzie, którzy nie kontaktowali się ze mną przez cztery lata. Przykro mi. Popełniłam błąd, ale w sporcie takie rzeczy się zdarzają. Jest mi przykro z powodu kibiców, którzy tu przyjechali, aby mi kibicować i stworzyli wspaniałą atmosferę, jest mi przykro z powodu całej mojej drużyny, która zasługiwała na więcej. Przepraszam pana Prezydenta, że nie poradziłam sobie lepiej" - mówiła zawiedziona Ledecka.
Tak samo zawiedziona jak Ledecka była 35-letnia Polka, która w 1/8 finału wygrała z Kanadyjką Aurelie Moisan, ale w ćwierćfinale nie sprostała reprezentantce gospodarzy Lucii Dalmasso, która później wywalczyła brązowy medal.
