Prezes Polskiego Związku Narciarskiego zastanawiał się w rozmowie z dziennikarzami, skąd ten paradoks.
"Puchar Świata był męczarnią. Wydawało się, że igrzyska będą kluczowe, że pójdziemy w górę, a tymczasem wróciliśmy do tego, co było przed nimi" – ocenił.
Według Małysza dobrym posunięciem było odsunięcie przed igrzyskami Kacpra Tomasiaka i Pawła Wąska od startów w zawodach Pucharu Świata, bo to im pomogło w przygotowaniach do występu olimpijskiego. Efektem były trzy medale w Predazzo.
Natomiast jeśli chodzi o Puchar Świata, to Małysz przypomniał, że "wyniki fizyczne chłopaków i tak dalej wskazywały na to, że wszystko jest okej".
Dlaczego więc w 29 konkursach indywidualnych PŚ żaden z biało-czerwonych nie stanął na podium?
"Sprzęt i technika. Jak widzimy, że prędkość na progu naszych skoczków jest o 2,5 km mniejsza od zawodników z czołówki, co oznacza spokojnie różnicę 20-30 metrów na skoczni do lotów, że rywale skaczą w "workach", a nasi w obcisłych kombinezonach, to mówi samo za siebie. I przekłada się na technikę skoku" – analizował.
Małysz ma nadzieję, że FIS wprowadzi nowy pomiar zawodników "od dociśniętych do ściany stóp do kości ogonowej". Apelowali o to od dłuższego czasu Francuzi.
"Nowy pomiar jest obecnie testowany. Wydaje się, że będzie bardziej sprawiedliwy i będzie mniej możliwości do manipulacji przy kombinezonach. Widzimy przecież, że niektórzy zawodnicy nadal mają krok zdecydowanie za nisko" – zauważył.
Prezes PZN nie chciał się wypowiadać o personaliach. Bronił krytykowanego w części mediów trenera kadry Macieja Maciusiaka.
"Minęło osiem-dziewięć miesięcy, odkąd Maciek zaczął pracować, więc trudno winić go za pewne rzeczy. Z drugiej strony deklarował, że walczy o medal olimpijski, a przywiózł trzy" – przypomniał.
Małysz zapowiedział, że w połowie kwietnia podjęte zostaną "pewne decyzje". Zasugerował, że kadra może być wzmocniona kimś z zagranicy.
