We włoskich igrzyskach 29-letni Klaebo już po raz piąty stanął na najwyższym stopniu podium. W niedzielę po triumfie w sztafecie został pierwszym w historii sportowcem z dziewięcioma złotymi krążkami zimowych igrzysk. W środę powiększył dorobek, zwyciężając w sprincie drużynowym z Einarem Hedegartem.
"Czułem, że mam kontrolę nad sytuacją. Moje ciało dobrze reagowało. Einar wykonał niesamowitą pracę, wyprowadził nas na pierwsze miejsce przed ostatnim odcinkiem. Potem musiałem dać z siebie wszystko na finałowym okrążeniu. Na końcu czułem się dobrze. To było niesamowite" - relacjonował bieg Klaebo.
Norweg wyprzedził już wszystkich zimowych olimpijczyków, jeśli chodzi o liczbę złotych medali. Uwzględniając letnie igrzyska, jest aktualnie drugim najbardziej utytułowanym olimpijczykiem wszech czasów, za Amerykaninem Michaelem Phelpsem. Słynny pływak na najwyższym stopniu igrzysk podium stanął aż 23 razy. Zapytany w strefie wywiadów o to, jak się z tym czuje Klaebo, nie umiał znaleźć słów.
"To szaleństwo... Szczerze mówiąc, trudno mi opisać, co czuję... Wydaje się to wręcz nierealne" - przyznał narciarz.
Klaebo wyrównał również rekord pięciu złotych medali zdobytych w jednych zimowych igrzyskach, ustanowiony przez amerykańskiego łyżwiarza szybkiego Erica Heidena w Lake Placid w 1980 roku. W sobotę będzie miał szansę na poprawienie tego wyniku, bowiem wystartuje jeszcze w biegu na 50 km.
"Spróbuję, ale zobaczymy. Sobotni bieg będzie trudny, to pewne. W stawce będzie wielu bardzo silnych zawodników, którzy nie mają na koncie pięciu startów, jak ja. Teraz najważniejsza jest regeneracja. Muszę naładować baterie na najbliższe kilka dni" - podkreślił Norweg.
Jego sposób na świętowanie środowego sukcesu w sprincie drużynowym to... odpoczynek. "Muszę przygotować się na sobotę. Teraz najważniejsze jest dla mnie, żeby być zdrowym i gotowym do ostatniego startu. Wyobrażam sobie, że mimo wszystko trochę poświętujemy, ale będzie spokojnie. Mam nadzieję, że w sobotę będzie większa feta" - zakończył Klaebo.
