Po tym, jak w środę porażka z Realem Madryt w Lidze Mistrzów UEFA zakończyła w dramatycznych okolicznościach ich znakomity początek sezonu, podopieczni Gian Piero Gasperiniego wiedzieli, że przeciwko plasującej się nisko Genoi potrzebują pozytywnej reakcji.
To jednak goście jako pierwsi zagrozili bramce, gdy Johan Vasquez zmarnował szansę w polu karnym. Po drugiej stronie boiska niski strzał Matiasa Soule bez problemów obronił Justin Bijlow.
Po zachowawczych pierwszych 30 minutach Roma podkręciła tempo. Leonardo Balerdi po strzale głową z bliskiej odległości trafił pechowo w poprzeczkę, a chwilę później Bijlow zatrzymał Rodrigo Morę.
Kilka minut później również Genoa trafiła w słupek. Były zawodnik Romy Stephan El Shaarawy uderzył w konstrukcję bramki z odległości około 20 jardów.
Wdzięczni losowi za to ostrzeżenie gospodarze rozpoczęli drugą połowę w wymarzony sposób. Santiago Castro znakomicie wypracował sobie metr przestrzeni w szesnastsce przeciwników, po czym efektownym strzałem posłał piłkę do dalszego rogu, poza zasięgiem bezradnego Bijlowa.
Roma przegrała tylko jedno z ostatnich 40 bezpośrednich spotkań z Genoą u siebie (33W, 6R), więc wraz ze zbliżaniem się ostatnich 30 minut chciała przypieczętować swoją przewagę.

W 68. minucie podopieczni Gasperiniego zdobyli drugą bramkę. Emanuele Lulli znalazł się bez opieki przy dalszym słupku i dopełnił formalności po świetnej akcji Soule.
Ten gol praktycznie rozstrzygnął mecz, choć pod koniec Pierluigi Gollini musiał jeszcze interweniować po strzale Milutina Osmajicia. Roma spokojnie kontrolowała końcówkę, zapewniła sobie rutynowe zwycięstwo i przedłużyła serię bez porażki na początku ligowej kampanii (5W, 2R).
