Upokorzeni przez Anglików Chorwaci podejmowali w Splicie kroczących od zwycięstwa do zwycięstwa Hiszpanów. Faworyt tego meczu był jasny i postawienie się takiemu rywalowi po historycznej porażce wydawało się mało realne.
Sprawdź statystyki meczu Chorwacja – Hiszpania
Mocny start i zasłużone prowadzenie Chorwatów
Mimo pogromu 0:7 kibice wypełnili szczelnie splicki Poljud, tumultem reagując od pierwszych minut na obraz, którego wielu się nie spodziewało. Oto Chorwaci zdecydowanie lepiej rozpoczęli mecz, wysokim pressingiem obezwładniali Hiszpanię, by w 13. minucie wyprowadzić pierwszy cios. Ostrą główkę Stanisicia wybił czujnie Unai Simon.
Napór nie ustawał i przyniósł efekty już przy drugim podejściu. Szybkie wyjście trzech na dwóch pozwoliło Matanoviciowi mocno uderzyć z prawej strony. Simon wybił w przeciwnym kierunku, ale tam dobijał głową Perisić, zapewniając prowadzenie miejscowym w 17. minucie.
Stracony gol nie był największym problemem Hiszpanów, La Roja wyglądała po prostu bezradnie, zneutralizowana przez gospodarzy. Sytuacja mogła się gwałtownie pogorszyć po błędzie rozegrania od bramki Hiszpanów, jednak Matanović znów nie pokonał rehabilitującego się Simona.
Dopiero na półmetku pierwszej odsłony szala zaczęła przechylać się w kierunku Hiszpani. Pierwszego zagrożenia ze strony Lamine’a Yamala doczekaliśmy się po 32 minutach i stopniowo Vatreni coraz ciaśniej byli zamykani w swojej tercji. Nie czuli się tam zduszeni – bronili kompaktowo i w 40. minucie to Josko Gvardiol miał wyjście sam na sam po szybkim przeprowadzeniu piłki lewą stroną. Trzy minuty później Kovacić dopadł do wybicia Cubarsiego, po rykoszecie uzyskując tylko rzut rożny.
Wreszcie, w 45. minucie można było odnotować celny strzał mistrzów świata, choć lekka główka Oyarzabala wyglądała bardziej na podanie do swojego bramkarza. Sekundy po wejściu w doliczony czas cudownym podaniem błysnął Pedri, otwierając okazję strzelecką przed Yamalem… tylko boczna siatka.

Z Hiszpanami nie można grać na utrzymanie wyniku...
W takiej sytuacji naturalne wydawało się, że po przerwie Hiszpania będzie napierać, a Chorwacja cierpieć w wyczekiwaniu na możliwość skontrowania faworytów. Tak też było, gdy w 52. minucie urwał się Yamal po otrzymaniu długiej piłki. Jednak arbiter nie zamierzał gwizdać po jego przegranej walce z Livakoviciem.
Plan Chorwatów działał tylko do 60. minuty. Moment później oblężenie bramki skończyło się wyrównaniem, gdy Stanisić wybił za krótko i oddał piłkę do Daniego Olmo. Ten szybko odegrał Mikelowi Merino, który technicznie po ziemi znalazł miejsce obok Livakovicia.
Dopiero po ponad 70 minutach mogliśmy oglądać emocje pod bramką Hiszpanów, gdy błąd obrony wpuścił Perisicia lewą stroną, ale obrońca zdjął z głowy Beljo wrzutkę zawodnika PSV. Sam Ivan Perisić dostał wyborny prezent w 77. minucie, gdy nonszalancja Zubimendiego mogła zamienić wycofanie w asystę. Simon uratował Hiszpanów.
Dla Perisicia to nie był koniec niepowodzeń - dwie minuty później dostał dugą żółtą kartkę i osłabił zespół. W tej sytuacji La Roja musiała tylko wykonać ostatni krok w kierunku pełnej remontady i udało się to zrealizować w 89. minucie. Yeremi Pino odegrał z lewej do Zubimendiego, a ten wrzucił w pole karne. Tam Mikel Merino (któż by inny!) zagrał jak czarodziej - wystawioną nogą zgasił sobie piłkę, płynnie się obrócił i uderzył poza zasięgiem Livakovicia.
Choć w ostatnich minutach gospodarze jeszcze próbowali zerwać się po wyrównanie, to podskórnie musieli wiedzieć, że Hiszpania im na to nie pozwoli. Brawa dla Chorwacji za podjęcie rękawicy i zawieszenie poprzeczki wysoko, tyle że wciąż w zasięgu faworytów.

