Na Florydzie prowadzenie objęli gospodarze - 12 sekund przed końcem pierwszej tercji, przy grze w przewadze, Jake Guentzel wykorzystał moment zagapienia się obrońców Avalanche i z bliska pokonał Scotta Wedgewooda.
Druga odsłona długo przebiegała po myśli gości - najpierw wyrównał Parker Kelly, a następnie Brock Nelson dał im prowadzenie. Jednak w 37. minucie Łotysz Zemgus Girgensons wyprzedził jednego z defensorów rywali i po świetnym podaniu Yanniego Gourde z bliska po raz drugi umieścił krążek w siatce Avalanche.
W 49. minucie na 3:2 wyprowadził miejscowych Brandon Hagel, a wynik strzałem do pustej bramki 85 sekund przed końcową syreną ustalił Anthony Cirelli.
"Chłopcy stanęli na wysokości zadania w kluczowych momentach. Potrafili wykorzystać grę w przewadze, a z drugiej strony świetnie bronili w osłabieniu. A rywale? Widać, że to naprawdę znakomity zespół i nie bez przyczyny ma taki bilans, jaki ma" - skomentował trener ekipy z Tampy Jon Cooper.
Hokeiści Lightning z dorobkiem 55 punktów prowadzą w Konferencji Wschodniej NHL (choć tyle samo zgromadzili Caroliha Hurricanes), a Avalanche z 69 są najlepsi nie tylko na Zachodzie, ale w w całej lidze.
"To był lepszy mecz w naszym wykonaniu niż trzy dni wcześniej z Florida Panthers. Lepiej poruszaliśmy się na lodzie, było więcej energii w naszej grze. Musimy się pozbierać po tych dwóch przegranych, ale w obu spotkaniach na pewno nie byliśmy tłem dla zwycięzców" - ocenił szkoleniowiec zespołu z Denver Jared Bednar.
