Przyjezdni objęli prowadzenie w siódmej minucie gry po trafieniu Hendrixa Lapierre’a. W 27. minucie stołeczna ekipa wygrywała już 3:0, ale wtedy na zryw zdobyli się gospodarze.
W ciągu trzech minut, między 31. a 34., doprowadzili do wyrównania, a na szczególną uwagę zasługuje, że dwa pierwsze gole Nic Dowd i Rasmus Andersson zdobyli, gdy ich drużyna grała w... osłabieniu. Szczególnie akcja indywidualna szwedzkiego obrońcy, który minął obrońców i bramkarza niczym slalomowe tyczki, wzbudziła entuzjazm prawie 18 tysięcy kibiców na trybunach.
W 31. sekundzie trzeciej tercji, tym razem wykorzystując grę w liczebnej przewadze, Mitchell Marner zapewnił „Złotym Rycerzom” prowadzenie. Ostatnie słowo należało jednak do Capitals - w 49. minucie Dylan Strome, również przy grze w przewadze, strzelił gola na 4:4, a w serii rzutów karnych - gdyż do końca regulaminowego czasu i w dogrywce wynik się nie zmienił - jako jedyny umieścił krążek w siatce.
Zespół z Las Vegas, który doznał trzeciej porażki z rzędu, z dorobkiem 80 punktów jest siódmy w Konferencji Zachodniej, co na razie daje mu przepustkę do play-offs. Z kolei Capitals, choć zgromadzili 83 punktów, plasują się na 12. pozycji na Wschodzie i tylko wyjątkowo skuteczny finisz sezonu regularnego mógłby im zapewnić udział w rywalizacji o Puchar Stanleya.
Na Zachodzie i w całej lidze prowadzą Colorado Avalanche - 106 punktów, a na Wschodzie Carolina Hurricanes i Buffalo Sabres - po 98.
Sezon zasadniczy zakończy się 16 kwietnia, a kilka dni później ruszy play-offs.
