Gospodarze prowadzili od dziewiątej minuty, kiedy Rosjanin Andriej Swiecznikow zaskoczył czeskiego bramkarza rywali Jakuba Dobesa strzałem z ostrego kąta, gdy miejscowi grali w przewadze liczebnej.
Druga tercja okazała się jednak popisem ekipy z Montrealu. Pierwsze skrzypce grał w niej Suzuki, którego dziadkowie wyemigrowali z Japonii do Kanady na początku 20. wieku. Do NHL został wybrany w 2017 roku w drafcie przez Vegas Golden Knigths, ale zadebiutował dwa lata później w barwach Canadiens w meczu przeciwko... Hurricanes. Ten zespół ma więc szczególne znaczenie w jego sportowym CV, co udowodnił w niedzielę.
Najpierw, po świetnym podaniu Cole’a Caufielda, w sytuacji sam na sam wyrównał na 1:1, potem asystował przy trafieniu partnera z ataku, a następnie, siedem sekund przed końcem tercji, w przewadze zdobył trzeciego gola dla Canadiens i - jak się później okazało - ustalił wynik.
Kapitan zwycięzców, który w tym sezonie uzbierał już 91 punktów (26 goli i 65 asyst) do punktacji kanadyjskiej, co jest jego rekordem kariery, chwalił jednak przede wszystkim czeskiego bramkarza.
"Bardzo dobrze odnajduje się w NHL. W tym meczu ratował nas parę razy z opresji, popisał się kilkoma fantastycznymi interwencjami, bo w sumie nie był to nasz dobry występ" - ocenił Suzuki.
Zespół z Kanady z dorobkiem 94 punktów jest czwarty na Wschodzie. O cztery więcej zgromadzili dotychczas hokeiści Tampa Bay Lightning, którzy objęli prowadzenie w tej konferencji, tracący pozycję lidera Hurricanes i Buffalo Sabres. Sytuacja w tabeli jest jednak tak wyrównana, że żadna z drużyn nie może być jeszcze pewna występu w play off.
