Amerykański fenomen, uznawany za niemal nietykalnego i pewnego złotego medalu, rozpadł się w zaskakujący sposób podczas programu dowolnego mężczyzn na igrzyskach w Mediolanie i Cortinie.
Malinin wylądował tylko trzy z siedmiu zaplanowanych skoków poczwórnych, dwukrotnie upadł i z niedowierzaniem patrzył, jak ponad dwa lata dominacji w rywalizacji zamieniają się w ósme miejsce.
„W tamtym momencie czułem nie tylko nerwy, ale też, że lód nie był w najlepszym stanie do tego, co chciałem zrobić” - powiedział otoczony przez tłum dziennikarzy. „To nie jest wymówka, wszyscy jesteśmy w tej samej sytuacji, ale nerwy były po prostu przytłaczające”.
„Gdy przyjmowałem pozycję startową, wszystkie traumatyczne momenty z mojego życia zaczęły napływać do głowy. Pojawiło się mnóstwo negatywnych myśli i po prostu sobie z tym nie poradziłem”.
Zaledwie dwa miesiące temu 21-latek zachwycił wszystkich podczas finału Grand Prix, lądując siedem poczwórnych skoków, w tym poczwórnego Axla, a do tego bijąc własny rekord świata w programie dowolnym.
W piątek jego planowany quad Axel – skok, który w zawodach udał się tylko jemu – zamienił się w pojedynczy, co wywołało westchnienia na trybunach. Ostatecznie uzyskał notę 156,33, czyli ponad 80 punktów mniej niż podczas pamiętnego występu w Grand Prix.
Dwukrotny mistrz świata, który nie był też w najwyższej formie podczas rywalizacji drużynowej, przyznał, że „wciąż nie potrafi przetrawić” tego, co się wydarzyło, mimo że czuł się przygotowany i pewny siebie przed startem.
Niektóre z poczwórnych skoków, jak zauważył, „wydawały się wręcz idealne”. Jednak pod powierzchnią działo się coś głębszego.
Zapytany o presję związaną z byciem wielkim faworytem olimpijskim podczas debiutu na igrzyskach, odpowiedział: „To nie jest łatwe, bycie kandydatem do złota olimpijskiego to naprawdę ogromne obciążenie, zwłaszcza w moim wieku. To nie jest jak jakiekolwiek inne zawody, to są igrzyska... to naprawdę mnie przytłoczyło” - stwierdził.
Przystępując do programu dowolnego z pięciopunktową przewagą, Malinin mógł jeszcze wygrać, nawet prezentując przeciętny występ, bo wielu innych zawodników popełniało błędy.
Jednak na lodzie nastąpiła lawina pomyłek, a po zakończeniu muzyki Malinin trzymał głowę w dłoniach z niedowierzaniem.
Kamera pokazała gimnastyczkę Simone Biles – która również zmagała się z presją olimpijską – stojącą i bijącą brawo Amerykaninowi.
„Sam hałas jest trudny do zniesienia" - przyznał Malinin. „Media społecznościowe mają swoje plusy, ale też minusy. Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak wielka presja i nerwy towarzyszą startom na igrzyskach. Czułem, że nie mam nad niczym kontroli”.
Po zakończeniu przejazdu Malinin podszedł do późniejszego mistrza, Michaiła Szajdorowa z Kazachstanu, by go uściskać.
„Pogratulowałem mu” - powiedział. „Obserwując go w szatni, byłem z niego bardzo dumny. Słyszałem, że nie miał udanego sezonu”.
Przyjeżdżając do Mediolanu z ogromnymi oczekiwaniami – miał zostać pierwszym łyżwiarzem, który wyląduje quad Axla na igrzyskach, a dzięki serii 14 zwycięstw z rzędu wydawało się, że już jedną ręką trzyma złoto – Malinin wróci do domu bez żadnego z tych osiągnięć.
W cichym finale najbardziej bolesnych zawodów w karierze już myślał o tym, co dalej.
„Szczerze mówiąc, to jest coś, z czego trzeba wyciągnąć wnioski i zdecydować, co dalej i jak do tego podejść” - powiedział Malinin. „Nie mogę cofnąć czasu i zmienić wyniku, choć bardzo bym chciał. Teraz trzeba się pozbierać i zastanowić, co robić dalej”.
Śledź zimowe igrzyska olimpijskie z Flashscore.
