Wennemars – mistrz świata na tym dystansie z ubiegłego roku i syn byłego mistrza globu w sprincie Erbena Wennemarsa – starł się z Lianem podczas zmiany toru, co 23-latka wybiło z rytmu i doprowadziło do furii. Chińczyk został później zdyskwalifikowany, a Holender otrzymał szansę na ponowny start. "Poprawka" nie przyniosła efektu, zmęczony zawodnik uzyskał gorszy czas i był piąty.
"Jestem zdruzgotany. Moje olimpijskie marzenie legło w gruzach. Coś okropnego" – powiedział Wennemars.
"Jechałem po swoim torze, nie zrobiłem nic złego. Byłem na dobrej drodze, by zdobyć medal. To wstyd, że musiałem powtórzyć wyścig już pół godziny po pierwszym występie. Zresztą, gdyby to zależało od Międzynarodowej Unii Łyżwiarskiej (ISU), to miało nastąpić jeszcze wcześniej. Warunki były niesprawiedliwe, bo nie było obok rywala, a zatem i ciągu powietrza, który powstaje, gdy jedzie się we dwóch. Chyba wszyscy wiedzą, że w normalnych okolicznościach zdobyłbym medal" – zaznaczył.
Zwrócił uwagę, że za dwa dni jednak wszyscy zapomną o tym, co się stało w Mediolanie.
"A ja dalej będę bez medalu" – wskazał rozgoryczony.
Przekazał, że chiński rywal z pary po zawodach go przeprosił.
"Ale to w żaden sposób mi nie pomogło. Miałem szansę na brąz, może nawet srebro" – dodał Holender.
Jak przyznał, chciało mu się płakać.
"Jednak łzy nie chciały lecieć... Nie mogę uwierzyć w to, co się stało" – podsumował Wennemars.
Wygrał Amerykanina Jordan Stolz. Damian Żurek zajął czwarte miejsce, do podium zabrakło mu 0,07 s.
