"Teraz będę mógł śledzić wyścig w telewizji albo z boku szosy" – powiedział Słoweniec w strefie mieszanej dla dziennikarzy, a później powtórzył swoje słowa na konferencji prasowej.
"Odczuwam przede wszystkim ogromną ulgę, że w końcu wygrałem. To efekt lat treningów i będzie mi tego brakowało" – oświadczył czterokrotny zwycięzca Tour de France.
Pogacar wyprzedził na finiszu Brytyjczyka Toma Pidcocka, który nie dał się zgubić na podjazdach Cipressa i Poggio, a na ostatnich metrach był bliski zwycięstwa. Słoweniec przyznał, że nawet po minięciu linii mety nie był pewny, czy wygrał.
Mediolan-San Remo – jak powtórzył Pogacar – stanowił dla niego największe wyzwanie.
"Przyjeżdżałem tutaj trenować tyle razy i za każdym razem ryzykuje się życie, bo – nie chcąc nikogo urazić – ruch na włoskich drogach bywa czasami trochę kryminałem. Wymaga to dużego wysiłku. Psychicznie to bardzo trudny wyścig" – ocenił dwukrotny mistrz świata, który mieszka w Monako, ok. 60 km od San Remo.
Słoweński kolarz wielokrotnie wygrywał inne "monumenty" – pięć razy Il Lombardia, trzykrotnie Liege-Bastogne-Liege oraz dwa razy Dookoła Flandrii. Brakuje mu jeszcze zwycięstwa w Paryż-Roubaix, w którym zadebiutował w ubiegłym roku, zajmując drugie miejsce. 12 kwietnia ponownie stanie na starcie "Piekła Północy", ale tydzień wcześniej czeka go jeszcze ściganie w Dookoła Flandrii.
"Włożyliśmy tej zimy dużo wysiłku w przygotowania do Roubaix. Jestem w dobrej formie i pojadę w Dookoła Flandrii i w Roubaix z bardzo silnym zespołem. Postaramy się wygrać oba wyścigi. Nie mogę się doczekać" – zakończył Pogacar.
