Po dziewięciu kolejkach to właśnie bezpośredni pojedynek dwóch najsilniejszych zespołów miał przesądzić o przepustce na Euro U21. Włosi mieli przewagę swojego stadionu i jasny cel: nie pozwolić Polakom grać na własnych warunkach.
Sprawdź szczegóły meczu Włochy U21 – Polska U21
Odzyskali fotel lidera już do przerwy
Azzurrini zaczęli imponująco, już po minucie wypracowując stuprocentową okazję. Liberali wrzucił na głowę Chera Ndoura, ale Marcel Łubik świetnie bronił. W 8. minucie ponownie było gorąco, jednak długa wrzutka po głowie Pisilliego ponownie zatrzymała się na rękawicy paradującego Łubika.
Dopiero po 10 minutach Polacy potrafili na dłużej utrzymać się przy piłce. Gdy wydawało się, że najgorsze udało się przetrwać, tuż po wybiciu kwadransa Włosi objęli prowadzenie. Liberali został zablokowany przez wchodzącego na linię strzału Mońkę, jednak ten wybił pod nogi Koleosho, który załadował piłkę pod poprzeczkę.
Dopiero wtedy udało się wyprowadzić atak trzech na trzech, w którym Wojciech Urbański oddał jadowite uderzenie i wymusił trudną interwencję Lorenzo Palmisaniego. Takich obrazków nie mogliśmy spodziewać się wiele – niska obrona działała nerwowo, środek prawie nie miał piłki, więc i ofensywa nie mogła wypracować następnych ataków.
Kompletny brak inicjatywy nie mógł chyba skończyć się inaczej: po rzucie rożnym w 26. minucie Liberali doszedł do piłki i spod linii końcowej przerzucił ją na drugi koniec bramki, gdzie Ndour doszedł do strzału głową do otwartej siatki.
To Włosi grali w tym meczu jak Polska dotychczas: imponowali grą bez piłki, odcinając Biało-Czerwonych od skutecznego budowania ataków. Jednak z korzystnym wynikiem na tablicy gospodarze nieco odpuścili i dali naszej drużynie więcej miejsca. Nie udało się go jednak wykorzystać, a w 39. minucie Liberali znów rozdawał karty – jego strzał Gurgul skierował na słupek.
Po zmianie stron przyszły kolejne ciosy
Wyjątkowo ponure wrażenie zostawili po sobie Polacy, którzy popełniali zaskakująco złe decyzje z piłką przy nodze, a bez niej wydawali się stłamszeni. Ten obraz nie zmienił się na początku drugiej połowy, choć Bartosz Mazurek błysnął utrzymaniem się przy piłce i uderzeniem z trudnej pozycji obok słupka w 51. minucie. Gdy wydawało się, że korzyść przyniesie rzut rożny, strata Kowalczyka pozwoliła Ndourowi oddać strzał z ok. 70 metrów (!), by podnieść prowadzenie na 3:0.
Jeśli Polacy coś wcześniej budowali, to ten gol wszystko zburzył. Nawet kolejne zmiany Jerzego Brzęczka niewiele zmieniały, gdy rywale byli uskrzydleni. Pięć minut po trzecim golu Koleosho ograbił z piłki Krajewskiego, poszedł do przodu i wypuścił Lucę Lipaniego, który z łatwością poprawił na 4:0.
Po kolejnych pięciu minutach Łubik zdołał poprawkę tego napastnika zatrzymać i okazało się, że zmiany dały jakiś efekt. Długa piłka prawą dotarła do Dawida Drachala, ten poszedł do końca i wycofał do Mikołajewskiego, który otworzył polskie konto. Ile trwała radość? Może pełną minutę, bo błyskawicznie diagonalna piłka znalazła Seydou Finiego, który przy bliskim słupku załadował na 5:1.
Na tym etapie Polacy stanowili już tylko tło dla rywali, którzy grali o szóste trafienie. Szkoda tym bardziej, że różnica bramkowa miała swoje znaczenie. Przy takim wyniku Grecy potrzebowali jedynie kompletu punktów z Irlandią Płn, by zepchnąć nas do baraży.
Wydawało się, że sygnał do ataku dał Jakub Żewłakow, który w 85. minucie imponująco uderzył z 20 metrów i zapewnił drugą bramkę. Tyle że raz jeszcze Italia miała odpowiedź w niecałą minutę. Ostatni wprowadzony Luigi Cherubini minął kolejno Dudę, Drachala i Mońkę, zanim efektownie w biegu uderzył na 6:2. Włosi do końca doliczonego czasu utrzymali przewagę i walczyli o siódmego gola, na szczęście już bez powodzenia.
W efekcie we wtorek musimy trzymać kciuki za Irlandię Północną - jej dobry wynik z Grecją może zapewnić Polakom awans na Euro 2027 jako najlepszej drużynie z drugiego miejsca. Grecy muszą ten mecz wygrać i przy tym strzelić przy tym więcej niż dwa gole.

