Oczekiwano, że zostanie kolejnym zawodnikiem, który zmieni oblicze NBA. Po trzech sezonach nie zawiódł tych nadziei. Victor Wembanyama w wielkim stylu przywrócił San Antonio Spurs na szczyt NBA.
Przynajmniej prawie. Teksańczycy nie wykonali ostatniego kroku, czy to z powodu braku doświadczenia, czy pychy, przegrywając z Knicks w finałach NBA. Nie wpłynęło to jednak znacząco na jego ocenę.
Dotarcie do finałów NBA jako lider zespołu to ogromne osiągnięcie. Z meczu na mecz Wemby potwierdzał, że zasługuje na swój status. Oczywiście wciąż nie wygląda też na zawodnika, który dotarł do granic swoich możliwości. Nadal musi poprawić pewne elementy gry, takie jak wybór rzutów oraz różnorodność rozwiązań ofensywnych w trakcie spotkań.
Zawodnicy nie mają jednak wątpliwości. Większość z nich wskazuje go jako kolejnego zdobywcę nagrody MVP.

Byłoby to logiczne, ale najpierw musi spełnić pewne warunki.
Wciąż obowiązuje mocno krytykowana zasada 65 meczów, a w minionym sezonie trudno było uniknąć ograniczeń z niej wynikających. Zrobiono wyjątek i nagroda dla Najlepszego Obrońcy Roku trafiła w jego ręce. Wyjątki nie będą jednak robione co roku.
Kolejnym krokiem będzie znalezienie właściwej równowagi między przygotowaniem fizycznym a występami na najwyższym poziomie.
Nie ma wątpliwości, że Wemby należy obecnie do ścisłej czołówki NBA, ale ostatnie kroki zawsze są najtrudniejsze. Prowadzą do nagrody MVP i mistrzostwa NBA.
Oczywiście ma jeszcze czas, by sięgnąć po te prestiżowe wyróżnienia. Inaczej wygląda jednak sprawa z zapisaniem się w historii jako legenda.
Statystyki z sezonu 2025/2026: 25 punktów przy skuteczności rzutów 51,2%, w tym 34,9% za trzy, 11,5 zbiórki oraz 3,1 bloku (64 mecze).
Realny cel na sezon 2026/2027: 30 punktów, 13 zbiórek, 4 bloki, kandydatura do nagrody MVP, kandydatura do nagrody dla Najlepszego Obrońcy Roku
