Lakers do meczu przystąpili bez czterech podstawowych zawodników. Problemy zdrowotne wykluczyły Lukę Doncica, LeBrona Jamesa, Austina Reavesa i Deandre Aytona. Tak osłabiony zespół nie potrafił nawiązać walki ze Spurs.
Teksańczycy już po pierwszej kwarcie prowadzili 47:30, a w trzeciej ich przewaga wzrosła do 41 punktów. Trener Mitch Johnson wpuszczał na parkiet zawodników, którzy zwykle nie mają okazji do gry, ale Sochana całkowicie pominął.
Ekipę z San Antonio do wygranej poprowadził Victor Wembanyama. 22-letni Francuz w zaledwie 26 minut uzyskał 40 punktów i 12 zbiórek.
Wembanyama już po pierwszej połowie miał na koncie 37 pkt. Nikt inny w tym sezonie nie może się pochwalić takim wynikiem. Jest też dopiero trzecim koszykarzem w ostatnich 50 sezonach, który grając nie więcej niż 27 minut zdobył co najmniej 40 pkt.
To była piąta kolejna wygrana Spurs. Z bilansem 37-16 zajmują drugie miejsce w Konferencji Zachodniej. Lepsza jest tylko broniąca tytułu ekipa Oklahoma City Thunder (41-13), która minionej nocy nie grała. Lakers (32-21) są na piątej pozycji.
Spurs kolejny mecz rozegrają już w środę, na wyjeździe z Golden State Warriors (29-25).
