Gole i emocje były gwarantowane już przed pierwszym gwizdkiem. Zarówno Levante, jak i Betis to zespoły ofensywne, grające atrakcyjny futbol i zawsze nastawione na atak. Przebieg spotkania, rozgrywanego w ramach 3. kolejki LaLiga, potwierdził tę teorię.
Cztery gole w pasjonującej pierwszej połowie, bardziej typowej dla początku sezonu, gdy drużyny są świeże i nie odczuwają jeszcze zmęczenia, niż dla miesięcy kwiecień-maj, kiedy wyraźnie widać już oznaki wyczerpania.
Levante wyszło na prowadzenie po szybkim golu Deli w 24. minucie. Wcześniej sędzia anulował bramkę Parrota (17. min) z powodu pozycji spalonej. Marc Bartra doprowadził do wyrównania po upływie półgodziny.
Levante nie zadowoliło się remisem i ruszyło po drugiego gola, którego zdobyło po pięknym trafieniu Bardeliego w doliczonym czasie. Emocje wzięły górę nad cierpliwością. Betis wykorzystał chwilę dekoncentracji Levante i wyrównał na 2:2 w 45+4. minucie, po efektownym golu Rodrigo Riquelme.
Przerwa nie obniżyła tempa gry. Obie drużyny wyszły na drugą połowę zdeterminowane, by wygrać. Betis grał z większą kontrolą, co jest znakiem rozpoznawczym Pellegriniego. Levante prezentowało bardziej bezpośredni futbol, wykorzystując skrzydła i ataki w głąb pola rywala.
W 57. minucie Brugué precyzyjnym strzałem głową zdobył bramkę na 3:2. Chwilę później posłał piłkę tuż obok siatki. Bez wątpienia był to zawodnik Levante zasługujący na tytuł MVP. Mając już na koncie gola i groźny strzał, wyraźnie pokazywał swoje zamiary i dzięki determinacji został nagrodzony: w 71. minucie podwyższył na 4:2, kończąc efektowną akcję zespołu Levante.
Czwarty gol był dla Betisu jak kubeł zimnej wody. Levante kontrolowało tempo gry, a w doliczonym czasie Jon Ander Olasagasti ustalił wynik na 5:2, zamykając szalone piłkarskie popołudnie.

