Marcin Janusz kończy reprezentacyjną karierę z powodu problemów zdrowotnych

Marcin Janusz
Marcin JanuszČTK / imago sportfotodienst / IMAGO

Szokującą informację na łamach "Przegląd Sportowy Onet" przekazł Marcin Janusz. Polski rozgrywający kończy reprezentacyjną karierę w wieku 31 lat z powodu problemów zdrowotnych.

Janusz kończy karierę w reprezentacji Polski

Marcin Janusz był wiodącą postacią w kadrze Nikoli Grbicia, jednak już w ubiegłym roku zrobił sobie przerwę od występów dla biało-czerwonych. Debiut w reprezentacji Polski zanotował już w 2018 roku. 

Od tamtej pory na jego koncie jest kilka wielkich sukcesów w narodowych barwach. Zdobył m.in. mistrzostwo Europy oraz srebrne medale na mistrzostwach świata i igrzyskach olimpijskich czy wygrał Ligę Narodów.

"Nie będzie mnie w kadrze ani w tym roku, ani w kolejnych latach. Jestem już po rozmowie z trenerem, przedstawiłem mu swoją decyzję" – kończę reprezentacyjną karierę" – przekazał Marcin Janusz w rozmowie z "Przegląd Sportowy Onet". 

Powód jest bardzo poważny, ponieważ rozgrywający walczy z poważną chorobą, którą jest zwłóknienia wątroby drugiego stopnia. Wcześniej miewał też problemy z plecami.

Problemy zdrowotne zdecydowały 

"Większość kibiców wie o moich problemach z plecami, z którymi zmagałem się od lat, także podczas igrzysk w Paryżu. Gdyby chodziło tylko o to, wróciłbym w tym sezonie do kadry. Jednak był to tylko jeden z powodów i nie ten najważniejszy" – dodał. 

Janusz w związku z chorobą wątroby przyjmował mocne środki przeciwbólowe, dzięki którym wystąpił na igrzyskach w Paryżu, ale to mocno odbiło się na jego zdrowiu. 

"Przez lata gry w klubach i reprezentacji przyjmowałem leki przeciwbólowe czy przeciwzapalne, gdy pojawiały się problemy zdrowotne, a mimo to trzeba było grać. Tak wygląda codzienność każdego sportowca i nie jest to nic nadzwyczajnego. Nie chcę powiedzieć, że przesadziłem. Jednak w Paryżu musiałem przyjąć bardzo dużo środków, by móc rozegrać najważniejsze mecze w życiu. Nie żałuję, bo gdybym jeszcze raz miał podjąć taką decyzję, zrobiłbym to samo. O występie w igrzyskach i zdobyciu medalu marzyłem przecież od dziecka" – powiedział rozgrywający. 

"Kilka miesięcy później poniosłem tego spore konsekwencje. Kiedy po sezonie olimpijskim dołączyłem do klubu, jedyne, co byłem w stanie zrobić po powrocie z treningów czy meczów, to pójść spać. Taka sytuacja ciągnęła się przez dłuższy czas, kilka tygodni. Czułem, że nie jest to zwykłe zmęczenie. Nawet nie byliśmy wtedy w okresie bardzo mocnych treningów z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle, a ja często nie byłem w stanie podnieść się z łóżka. W domu z żoną i w klubie z całym sztabem zaczęliśmy się zastanawiać, co się dzieje. Badania wykazały bardzo wysokie markery wątrobowe, znacznie przekraczające normę. Wiedzieliśmy już, w jakim kierunku należy szukać przyczyny mojego stanu zdrowia". 

Diagnoza okazała się bardzo bolesna 

"Zwłóknienie wątroby drugiego stopnia. To stadium wymagające szybkiej reakcji i wyeliminowania czynników, które powodują. Usłyszałem jasno, że gdybym zignorował problem i dalej funkcjonował w takim samym trybie — przy dużych obciążeniach i konieczności częstego sięgania po leki — doprowadziłoby to do bardziej zaawansowanego stadium zwłóknienia, bo byłem już na granicy. W praktyce oznaczałoby to funkcjonowanie z chorobą przewlekłą przez długie lata, a może nawet do końca życia. Nie tylko moja gra w reprezentacji Polski, ale też dalsza kariera klubowa i funkcjonowanie jako profesjonalnego sportowca, stanęłyby pod dużym znakiem zapytania. Z perspektywy czasu uważam, że miałem dużo szczęścia, że te kłopoty udało się wykryć dość wcześnie i w porę zareagować" – przekazał Marcin Janusz. 

Wil jij jouw toestemming voor het tonen van reclames voor weddenschappen intrekken?
Ja, verander instellingen