Maszyny włoskiego lotnictwa, których piloci słyną na całym świecie z widowiskowych akrobacji, podrywane są tylko z wyjątkowych okazji i największych świąt państwowych. Tym razem na niebie nad sercem Dolomitów uświetniły triumf Brignone oraz obecność prezydenta.
Jej sukces ma szczególne znaczenie, bo zdobyła go 315 dni po poważnej kontuzji - podkreślają zgodnie media.
"To marzenie stało się prawdą" - zaznaczyła "La Gazzetta dello Sport". Dziennik dodał, że "Fede", jak jest nazywana, jechała perfekcyjnie, jakby nie musiała stawić czoła najtrudniejszej próbie w karierze.
Prosto z trybuny rozentuzjazmowany 84-letni prezydent Sergio Mattarella z córką Laurą udał się do wioski olimpijskiej w Cortinie d’Ampezzo, gdzie zjedli obiad z włoskimi sportowcami. Byli wśród nich inni medaliści igrzysk.
Z każdym medalem zdobytym przez reprezentację gospodarzy rośnie euforia w całym kraju.
W wypowiedziach dla włoskich mediów niektórzy kibice przyznają, że powoli tracą już rachubę, ile medali mają na koncie "Azzurri", bo kolejne zdobywają w zawrotnym tempie.
"Czego chcieć więcej? Jesteśmy mocni, jesteśmy Włochami i wygrywamy" - tak pasmo sukcesów na igrzyskach podsumował prezes włoskiego Komitetu Olimpijskiego Luciano Buonfiglio w wypowiedzi dla telewizji RAI.
Podkreślił, że olimpijczycy startujący w igrzyskach w swojej ojczyźnie znajdują się pod ogromną presją.
"Aby odizolować się od niej, trzeba być fenomenalnym, a my mamy właśnie wielu takich zawodników" - dodał Buonfiglio i zapewnił, że jeszcze nikt nie zmęczył się zwycięstwami.
W czwartek, po triumfie Brignone, Włochy znalazły się na drugim miejscu klasyfikacji medalowej; mają już ich 14, w tym pięć złotych.
"Ale nie przywiązujmy się tej liczby, ona ciągle rośnie" - zażartował jeden z włoskich sprawozdawców.
"Andiamo avanti (idziemy naprzód)" - dodał.
