Flashscore: W sobotę stoczysz swój pierwszy pojedynek w MMA przeciwko Polce Justynie Kulińskiej. Jak wyglądało przejście z boksu do klatki?
Elhem Mekhaled: Mój trener przygotowania fizycznego i kuzyn, który również jest trenerem, przekonali mnie, żeby spróbować tej przygody. Dlaczego nie podjąć wyzwania?
Byłaś mistrzynią Europy i pretendentką do tytułu mistrzyni świata w boksie: czy miałaś już podstawy technik nożnych i parterowych?
Nie, nie miałam. Ale od jakiegoś czasu pracuję nad grapplingiem i zapasami. Dałam sobie czas na odpowiednią adaptację. Najważniejsze jest moje nastawienie – lubię próbować nowych rzeczy i szybko się uczę. Potrzebowałam tylko akceptacji trenerów i ją dostałam.
Czyli to koniec twojej kariery w boksie?
To się jeszcze okaże. Najpierw zobaczymy, jak pójdzie ten pierwszy pojedynek. W głowie jestem w 100% nastawiona na MMA. Ale jeśli pojawi się dobra propozycja w boksie, a nie będzie jej w MMA... Na ten moment skupiam się na MMA. Po walce z Leïlą Beaudoin, gdzie obrałam bardzo złą strategię, przekonałam się, że czas na definitywną zmianę dyscypliny.
Co się zmienia w przygotowaniach?
Najważniejsza jest adaptacja. Trzeba zmienić swoje nawyki, poznać nowe dyscypliny. Lubię nowości i cieszy mnie nauka. Trzeba być wszechstronną, nawet jeśli boks jest dobrą bazą. Przede mną jeszcze dużo pracy, ale jak na osobę zaczynającą w MMA, nie jest źle z podstawami.
Różnią się też rękawice. Czy odczucia i ryzyko są inne?
W boksie walczę w ósemkach, w rękawicach treningowych i czuję, że moje ciosy są mocne. W MMA używa się czwórek i już na tarczach zauważyłam, że ciosy są szybsze. Ale po boksie czuję, że mogę sobie uszkodzić dłonie, bo przejście z ósemek na czwórki przy tej samej sile ramion grozi kontuzją, nawet jeśli są bandaże.
W boksie nie zaciska się pięści tak mocno jak w MMA, ze względu na budowę rękawicy i bandaże. Jeśli mocno zaciśniesz dłoń, ryzyko złamania jest duże. Jeśli chodzi o ochronę, w boksie trzymam otwarte dłonie w gardzie. W MMA też trzeba umieć otwierać dłonie, ruszać ramionami, chronić głowę, ale jest więcej otwarć. Ciosów jest też mniej – dwa, trzy maksymalnie, podczas gdy w boksie można wyprowadzać serie. W MMA dochodzą zapasy, można zejść do parteru, zrobić unik. W boksie rękawice są duże i część ciosu jest amortyzowana.
Czy miałaś okazję trenować z kobietami? Czy trudniej je znaleźć niż w boksie?
W MMA jest jeszcze mniej dziewczyn niż w boksie. Trenowałam z Océane Sanson, która walczyła dla Hexagon w styczniu, miałam też sparingi z kilkoma dziewczynami w Lyonie. Chłopaki potrafią kontrolować siłę i czuję, że jestem gdzieś pośrodku. Mam wytrzymałość, dobry chwyt - rzeczy, które mogą przeszkadzać, zwłaszcza w grapplingu. Moje mięśnie czworoboczne to moja siła.
MMA od niedawna jest legalne we Francji i powstaje wiele nowych organizacji. To się staje coraz bardziej popularne. Znasz środowisko boksu, teraz poznajesz MMA – jak oceniasz tę zmianę, zwłaszcza pod względem finansowym?
Na tym poziomie trudno mi oceniać, bo mam już doświadczenie w boksie. Dzięki swojej karierze mam lepsze stawki niż ktoś, kto dopiero zaczyna i dostaje tyle, ile ja na początku w boksie. Pod tym względem jest podobnie. Myślę jednak, że w MMA można szybciej się wybić, zwłaszcza dzięki większej medialności. Problemem nie jest sport, tylko kraj. Publiczność bardziej lubi krew, kontuzje, nokauty, choć pod względem obrażeń MMA jest mniej szkodliwe niż boks.
W boksie nie miałam żadnej rozpoznawalności, nawet gdy walczyłam o unifikację tytułów na Madison Square Garden. Bardzo szanuję Manon Fiorot i na podobnym poziomie w boksie miała znacznie większą medialność, gdy walczyła z Valentiną Szewczenko. Może to zabrzmi paradoksalnie, ale w MMA klatka kojarzy się z dzikością, a boks jest bardziej "dla znawców". Przykład Nordine Oubaali: został mistrzem świata w USA, ale jako że to kategoria musza, nie było żadnego echa w kraju. Francuzi już nie oglądają boksu.
Znając siebie, masz ambicje w tej nowej karierze.
Chciałabym zajść jak najdalej, a zaczynam od wygrania tego pierwszego pojedynku. Chcę uzyskać w MMA uznanie, którego nie miałam w boksie. Robię to przede wszystkim dla siebie, ale chciałabym, żeby publiczność dostrzegła moją wartość, wartość zawodniczki, która walczyła z Alycią Baumgartner, później przyłapaną na dopingu, i która przechodzi do MMA. Zrobiłam rzeczy, których niewiele osób dokonało, sprawiłam jej sporo problemów.
Mam wrażenie, że w boksie się cofam, nie mam regularnych walk. Zamiast czekać i kończyć karierę po porażce z Leïlą Beaudoin, pomyślałam, że muszę spróbować. Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak bardzo boks jest strategiczny.
Czy MMA pozwala ci na nowo odkryć sposób walki?
Tak i nie. Nie, bo boks to dla mnie ciągłość, siła. Wiem, że rywalki będą chciały sprowadzić mnie do parteru. Tak, bo pracuję nad partiami mięśni, których nie rozwijałam w boksie, jak nogi. Zmieniłam się fizycznie. To jest rozwój.
Czy brałaś udział w amatorskich walkach przygotowawczych?
Zgłosiłam się, ale... nikt się nie pojawił. Były różne historie w mediach społecznościowych, zamieszanie wokół turnieju, gdzie poproszono mnie, żebym nie biła mocno w boksie, co było dla mnie niekorzystne, zwłaszcza że już miałam niekorzystną różnicę wagi. Zdarzyło się to dwa razy. Amator nie znaczy nowicjusz. Dlatego od razu przeszłam na zawodowstwo.
AEC podjęło wyzwanie, walczę z dobrą zawodniczką, która mimo dwóch porażek w dwóch walkach nie przyjeżdża, by przegrać. Nie chciałam łatwej walki. Już raz boksowałam 40 sekund o tytuł EBU i kiedy długo się przygotowujesz, a walka trwa tak krótko... Chcę walczyć, uczyć się i myślę, że będzie dobrze.
Laval ma też piękną halę i publiczność, która kocha sporty walki.
Oczywiście! Laval to mój klub, czuję się tam jak u siebie.
